http://funnytweek.blogspot.com/2012/07/crazy-old-women-s-prefer-to-smoking.html

Za kilka(dziesiąt) lat mieć u stóp cały świat…

Ona. Wysoka, talia wąska, oczy intensywnie niebieskie, jak z lepszego fotoszopa. Makijaż zasadniczo ostry, paznokcie zasadniczo długie, włos zasadniczo nieokiełznany. Panterkowa mini wystarczająco krótka by zacząć wzbudzać kontrowersje. Uśmiech wystarczająco perwersyjny, by zacząć wzbudzać ciekawość. W lewej ręce jogurt light z ogromnym ZERO PROCENT, w prawej kolorowe pisemko, w kolorowym pisemku nagie panie i nadzy panowie, w głowie postronnego obserwatora chaos poznawczy. Oszaleć chcą te dzisiejsze siedemdziesięciolatki.

Zastanawiam się, czy kiedyś jej się znudzi. Rozcierać na powiece turkusowy cień, dźwigać na szczupłych nadgarstkach neonowe bransolety, kręcić siwe loki i upinać wysoko. Czy kiedyś dojdzie do wniosku, że nie warto, że szkoda czasu, że szkoda sił, których przecież tak niedużo jej już zostało. Wyniesie ten cały kalejdoskop do kubła za pod domem i z przeświadczeniem o słuszności założy brunatny sweter i pokropi olejem kotlet mielony zamiast sałatki egzotycznej. Choć przecież taka była dobra.

Zastanawiam się, czy pewnego dnia uderzy do jej głowy głos społecznego rozsądku każąc w imię wyższej sprawy zrzucić kolorową skórę i ten brutalny proces nazwie dojrzewaniem. W końcu lepiej późno niż wcale, prawda?

Zastanawiam się, czy się kiedyś zacznie się wstydzić. Czy się ugnie pod ciężarem nieproszonych spojrzeń, szeptów, upomnień, myśli, które o dziwo czasem słychać lepiej niż słowa. Czy kiedyś utonie w tych wszystkich minutach nadwyżki cudzego czasu wolnego, który ktoś wielkim sercem odjął swoim przyjemnościom, by podarować jej. Tacy ci ludzie dobroduszni. Nie ludzie – anioły.

Odjął żeby móc uświadomić. Żeby móc wskazać właściwą drogę. Prawą, czystą, prostoduszną, bez zbędnych ozdobników. Żeby móc pomóc jej dojrzeć. Przejrzeć na oczy, żeby zobaczyła świat takim jaki jest naprawdę, a nie takim jaki chciałaby go widzieć. Tak ją będą wspierać. Tak uczyć zbłąkane dziecko świata jak się żyje poprawnie, jak nie wychodzić kredką poza kontur obrazka, choćby może chciała, ale nie powinna, bo tak trochę nie przystoi. Bo może kiedyś, może jeszcze tydzień temu, ale nie teraz. Bo tak nie godnie, a dobrze być godnym, bo wówczas mniej jadu zbiera się w cudzyh ustach, a trzeba wspomnieć, że jad smakuje źle.

Zastanawiam się też, czy się kiedyś przestraszy. Czy pod tą ekstrawagancką skorupą kryje się choć zalążek obawy, który w odpowiednich warunkach mógłby urosnąć i przyćmić wiarę, że to wszystko ma swój sens. Czy kiedyś obudzi się ze świadomością, że nie pasuje do tego świata, że coś jest nie tak, nie jak powinno być, że coś jest za bardzo. Czy strach ją chwyci za serce, czy ona chwyci za ster i gwałtownie skręci tak, by statek zawrócił i popłynął na spokojne wody, których błogi szum okiełzna chaos pod stertą białych loków.

– Odstawiona jak niejedna młoda. A starucha przecież. – słyszę za plecami.
– Zestarzeć się to też trzeba umieć z godnością.

I przemyka mi przez myśl, że po raz kolejny nie wiem gdzie ta godność leży. Być może jej, tak jak wszystko w swoim dziwnym, niekonwencjonalnym miejscu? Nie mam pojęcia. Ale w głębi duszy pragnę, by została dokładnie tam gdzie jest.

Reklamy