Little girl

Ona. Ta Mała. Metr piętnaście wzrostu, okulary w różowych oprawkach. Najszerszy uśmiech na świecie, lat jeszcze zbyt mało, by łykać na to prochy. Entuzjazm spływający z opuszek palców, końcówek włosów, chaotycznych ruchów ciała. Niespożyte pokłady energii wyrażane w każdym słowie, w każdym wyrazie twarzy, w każdym uścisku, który oddaje ci od tak. Mówią o niej, ze jest dziwnym dzieckiem.

Zastanawiam się, od czego zacząć i stwierdzam, że może od tego, że ja dzieci bardzo nie lubię. Należę do tych, które w dalekiej przyszłości, jeśli wyprodukują własne, to będą kochać, ale do cudzych tylko z dystansem, ostrożnością i pociskiem odpowiedniego kalibru. Jako osoba przez całe życie wychowująca się wśród starszych od siebie, nie mam pojęcia jak się za dziecko zabrać, od której strony, co mówić. Zwykle staję w miejscu, gdy traktuję je dokładnie tak, jak traktowałabym osobę w moim wieku. I to nieskromnie mówiąc – bardzo dobrze się sprawdza, może dlatego, że dziecko pozostawione pod opieką nie szuka drugiej matki.

Dzieci nie lubię, uwielbiam natomiast ludzi dziwnych. Niezależnie od wieku, bo kiedy ju uda mi się upleść nić porozumienia, nie widzę powodu, by stawiać na niej granice. Nie widzę powodu, by nie zwracać uwagi starszym ludziom ani by traktować dziecko mniej poważnie bądź mniej sprawiedliwie. Między mną a małą Germany zaplotło się od razu.

Na początku myślałam, że wszystkie sześciolatki mają to w sobie. Energię. Entuzjazm. Tę niesamowitą radość z prostego przeżywania życia, która spływa im po ciele razem z potem znaczącym kolejne kółko wokół parku. Byłam przekonana, że im wszystkim nie kończy się energia, że wszystkie mają odwagę śmiać się głośno, zaczepiać ludzi, robić piruety na trawie przed szkołą. Tymczasem im dłużej przyglądałam się jej koleżankom, kruchym, wstydliwym, nieco flegmatycznym, tym mocniej docierało do mnie, że mam do czynienia z osobą naprawdę niesamowitą.

Kiedy pierwszy raz się spotkałyśmy, miała na sobie koszulkę z angielską nazwą Niemiec i głupi wyraz twarzy. Szybko zrozumiałam, że z tym drugim się nie rozstaje. Germany bez cienia skrępowania odzywa się do zupełnie obcych ludzi, również do dorosłych. Przytula cię na powitanie, tańczy i śpiewa zupełnie publicznie. Ma w sobie tę niezwykłą odwagę i lekkość, którą nawet zaprawieni w życiu dorośli często muszą wypracować w sobie z wielkim trudem. Czasem jej zazdroszczę. Tej mniejszej o połowę, że jest silniejsza ode mnie. Kolejny paradoks matki natury.

Mówią o niej, że jest dziwna. I mają rację. Nierzadko trudną ją zrozumieć, ale jeszcze częściej jedynym słusznym rozwiązaniem zdaje się pozostawienie prawdy pod jasłem słodkiej tajemnicy. Cokolwiek kryje się w jej głowie, przerasta wszelkie wyobrażenia. W cokolwiek zmienia tę dziewczynkę, tworzy coś naprawdę cudownego. Być może niewiele w tym sensu, ale co poszło z nią nie tak, wyszło na dobre.

I tylko czasem się martwię. Tak samo, jak kiedyś martwiłam się o kobietę w papuzich piórach. Że gdzieś po drodze zaginie. Że to, co czyni ją niezwykłą, uzna za złe, wstydliwe i schowa pod poduszkę z resztą swoich grzeszków. Że się złamie,zmieni za bardzo. Że ktoś, kto zbyt łatwo rzuca słowami, rzuci i takie, które zagnieżdżą się w jej sercu i zabiją niesamowitą Germany, którą mogłaby być. Że wyblaknie jej pióropusz i opadną pióra. Świat ją zmieni, bo zmienia każdego, a przed nią jeszcze wiele. Jednak coś zawsze powinno się uchować.

Chciałabym móc gdzieś ją ukryć i przed tym wszystkim obronić. Ale ktoś musi pokolorować ten świat. Zaciskam kciuki, nie zepsujcie tego.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s