Koniec (?)

Wygasanie. Między rozmowami o wojnie, o terroryzmie, o ginących samolotach najbardziej boję się tego wygasania. Ze kogoś mi braknie, kogoś kto był obok zawsze. Niepokój drastycznie rośnie, gdy widzę, z daleka, że się zbliża. Ja. Taka samowystarczalna. Taka niezależna. Zagryzam zęby ze strachu.

Dotychczas wierzyłam, przyjmowałam, akceptowałam. Dotychczas traktowałam jako stały punkt w relacjach międzyludzkich. Teraz próbuję odrzucić tak jak organizm odrzuca organ transplantacyjny. Teraz chcę wyprzeć, zaprzeczyć, usunąć ze świadomości. Przekonać samą siebie, że potrafię być samolubną bestią, potrafię wyszarpywać pazurami swoje i tylko swoje. Nie jestem przy tym szczególnie wiarygodna.

O tym, że trwające długo, nie oznacza trwającego zawsze przekonywałam siebie od jakiegoś czasu. Próbowałam znaleźć granicę, do której warto bić się o więzi z drugim człowiekiem, dobrnęłam do bardzo wielu dużych stwierdzeń o wolnej woli, poszanowaniu wyborów, zdrowym rozsądku. Kiedy przychodzi mi zastosować to wszystko w praktyce, jak zwykle rzucam swoją filozofią o ścianę, jednocześnie mając na niej oko i starając się wyryć sobie na mózgu, że nic dla mnie nie znaczy. Jestem niezrównoważoną psychiczne, zakłamaną w sobie hipokrytką. Możecie to zapisać.

Ktoś odszedł. Nie odszedł daleko, bo przecież ciągle się widujemy. Widzę tę samą twarz, patrzę w te same oczy, nie patrzę tylko już tak głęboko jak kiedyś i przyłapuję się na tym, że coraz bardziej muszę tego spojrzenia szukać, żeby je wyłapać. Zabrakło. Jakiegoś śmiechu, czyjegoś głosu, drobnych szczegółów, które były i teraz nagle ich nie ma. Ubywało tego po woli, zwężała się nić porozumienia i zaczynało brakować słów, te z kolei najpierw nadrabiano, w końcu pominięto, jak gdyby wszystko pogodziło się z ich brakiem. Mnie nie dane. Wciąż dostrzegam lukę między nami. Co w niej było? Nie wiem.

Odruchowo popadam w stan, w którym zaczynam obwiniać siebie. Za coś. Za cokolwiek. Zadzieram łeb w tył szukając tego, co zrobiłam źle. Czego nie zrobiłam wcale, a może powinnam. Zadzieram łeb licząc, że coś znajdę. W końcu żadna ze mnie córka boska. Jednak w głębi duszy czuję, że winne to, iż nic nie trwa wiecznie.

Coś umarło. Umiera. Kto zabił? Wodzę wzrokiem szukając winnego, ale sala jest pusta. Czas? Czas nie wpływa bezpośrednio na wydarzenia, wpływać może natomiast na przedmioty i na człowieka. Czy czas mnie zmienił? Niewątpliwie. Na gorsze? Tego rozstrzygnąć nie potrafię. Chodzi o zmiany? Może. Wątpię, że zmiany w nas. Raczej zmiany w tym, co między nami. Coś się wypaliło, coś się wytarło. Coś być może trwało już wystarczająco długo, tyle ile trwać miało i teraz, teraz przychodzi nam jedynie świętować to co było z należytym szacunkiem. Zanim nadmucham balony, pozwolę sobie poczekać.

Nie naciskam. Nie naciskam, bo patrz kilka akapitów wyżej, nie potrafię zwężać pola widzenia do własnego podwórka. Być może jej dobrze. Nie chcę się narzucać, nie chcę tego burzyć. Nie chcę traktować, tego co otrzymałam jakby mi się bezwzględnie należało. Ostatecznie tu chodzi o człowieka. Człowieka z mózgiem, sercem i wyborem. Człowieka mi bliskiego. Nie chcę wpychać się z butami tam, gdzie już mają mnie dość.

Boli. Boli jak cholera. Dziś nie potrafię być szczęśliwa, dziś chcę sobie pozwolić na przetrzymanie tego żalu. Raz w roku można. Pielęgnuję w sobie ten ból, chcę go lepiej poznać. On wymusza na mnie myślenie, dzięki niemu jestem w stanie poukładać czarne myśli, zanim skupią się we mnie i zeżrą od środka. Nie chcę tego. Wierzę, że przejdzie, nawet jeśli nic nie wróci na swoje miejsce. Niech pocierpię. Nikt nie powiedział, że świat będzie się wiecznie ze mną pieścić.

Nadal liczę, że przesadzam. Nie potrafię myśleć inaczej. Dopuszczam do siebie tę słodką naiwność i wyjątkowo próbuję być tylko człowiekiem.

Advertisements

2 thoughts on “Koniec (?)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s