Zaślepieni.

Uwaga, człowiek. Uwaga, delikatne treści. Nie przejedź, omiń. Nie potrąć, uważaj. Nie zabij, otwórz oczy, to żywe, to myślące, to podobne do ciebie, wbrew pozorom podobne. Włącz sumienie jak już jedziesz. Z nim wszystko lepiej widać.

I znów jestem taka mała, bezbronna, znów nic niemogąca. Zła na świat marszczę brwi, między brwiami zbiera się skóra, krzyżuję ręce, tupię nogą, mówię, że nie można, jakbym to ja tu wydawała rozkazy, a ludzie ich słuchali. Nikt nie przystanie, nikt nie odwróci głowy w moją stronę, nie dziwie się, w sumie się nie dziwię, bo tak naprawdę nikt nie lubi patrzeć jak sam depcze swoją dumę.

Najpierw słyszę śmiech. Głośny, gromki, pojawił się znikąd. Chwilę później czuję gorycz w ustach i krew płynącą szybciej, tłukącą zapamiętale o ściany tętnic. Widzę jego. Widzę jak leży na ławce w zmechaconym swetrze, nie widzę twarzy schowanej w ramionach. Kilka butelek wala się obok, nie wiem czy jego i nie wiem czy śpi, chciałabym, by spał i żeby nie słyszał. Słońce pada tak, że z daleka można go nie zauważyć, ale oni są blisko. Wystarczająco blisko, to nie światło ich teraz oślepia.

Chcąc nie chcąc wpadam w ironiczny ton, choć nie lubię. Brawo. Pośmiejcie się. Przecież to nie człowiek. To nie żywe, to nie oddycha, nie myśli, nie czuje. To tylko żul, to tylko pijak, to tylko kilka nadmuchanych ubrań, można się śmiać, można szydzić, przecież to nieurodzone, gdzieś we mnie dusza płacze, krzycząc „Jak możecie?”.

Im bliżej jestem ludzi, tym bardziej czuję się jedną z nich. Im bardziej staram się ich zrozumieć, tym bardziej rozumiem siebie, to pozwala mi trzymać się na dwóch nogach, to pozwala czuć się lekko. Dzięki temu mogę marzyć, odrywać się od ziemi, dzięki temu, że tutaj, teraz nie trzyma mnie za kostki własne sumienie. Potrafią otworzyć się na wiele. Bardzo wiele, wiele wytrzymać, wiele zaakceptować, choćby było trudno. Dążę do tego cały czas, tłukę uprzedzenia gołymi pięściami bez cienia litości. Jednak nie chcę, nie wybaczę braku szacunku i braku człowieczeństwa. Nie wybaczę umysłowej ślepoty i zadawania bólu. Nie otwieraj ust, nie tłumacz się, nie, nie można, ktokolwiek by to nie był.

Dobrze jest mieć zasady. Dzięki nim masz pod nogami pewny grunt, panujesz nad życiem, zawsze bardziej niż gdyby nie było ich wcale. Dzięki nim możesz wiedzieć dokąd zmierzać, możesz nawet iść na ślepo, ale przynajmniej nie zedrzesz kolan na każdym zakręcie. Problem pojawia się wtedy, gdy rola tych zasad kończy się na istnieniu w twojej głowie, kiedy nie stawiasz ich obok postępowań, nie starasz się porównać, nie konfrontujesz z rzeczywistością. Wtedy możesz strzelać do ludzi i mówić, że za sprawiedliwość.

Nie, nie będę. Nie, nie stawiam sobie wewnętrznego przyzwolenia, na drwiny z bezdomnego śpiącego na chodniku, nawet alkoholika, nawet zaczepnego, mimo wszystko człowieka. Na opowiadanie oraz śmianie się z żartów o holocauście i żydach palonych w piecach. Na obrzucenie gnojem internetowego twórcy, który wbrew pozorom nie jest literką na blogu, ruchomym pikselem, strzępkiem elektryczności, który chowa się do gniazdka, gdy wyłączysz komputer. Nie pozwalam sobie na zabicie w sobie człowieczeństwa, być może kiedyś zapomnę, może mi się zdarzy, wszyscy popełniamy błędy. Nie zgadzam się jednak na tłumaczenie ich czymkolwiek. Żeby żyć, trzeba jeść, pić, oddychać, wydalać. Żeby być człowiekiem wśród ludzi, trzeba więcej. Trzeba szacunku.

Uwaga – człowiek. Nie najedź mu na palce.

Reklamy

One thought on “Zaślepieni.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s