Szczęście z instagrama

Stół. Nie byle jaki. Dobrej jakości drewno, wymiary na życzenie. Na stole tablet, w tablecie zdjęcia z wakacji. Na zdjęciach perfekcyjny makijaż, drowie, niebanalne ubrania podkreślające niebanalną sylwetkę, włosy niewzruszone wiatrem, wilgocią ani grawitacją – czysta wirtuozeria. Obok tulipan dopasowany pod kolor obudowy, I kawa. Mocna, treściwa, gorąca. Idealna pianka, para unosząca się nad filiżanką, intensywny, orientalny zapach przebijający z fotografii do nozdrzy. Marzenie. Wystarczająco realne, by obrzydzić rzeczywistość.

Przyłapuję się czasem na myśli, że ja też bym chciała. Chciałabym żeby babeczka z piekarnika miewała kształt babeczki, niekoniecznie grzyba atomowego. Żeby rogi książek się nie ścierały, żeby buty w błocie pozostały czyste, żeby kolor wskazówek zegara uzupełniał się z kolorem zasłon i odwrotnie. Rozglądam się wokół pełna nadziei. Widzę rozległy brak porządku i minimum zmysłu designerskiego. Serce zaciska się w kulkę.

Zawsze mam problem z opisywaniem dużych rzeczy. Tych wzbudzających największe emocje, tych najdotkliwiej wrzynających mi się w duszę. Tych, które trafiają w najgłębsze rejony mózgu i serca wpływając na to kim jestem, kim się czuję. Ściskających gardło ze szczęścia, żołądek z ekscytacji. Nie mam pojęcia jakich określeń używać, jak skupiać wszystkie myśli w kilkuset słowach, jak zmieścić w jednym tekście to, o czym chciałabym mówić całymi godzinami, mówić bez przerwy aż braknie mi powietrza. Nie mam pojęcia jak wyrażać, przekazywać, przekształcać uczucia w zdania. Zwykle to, co mi najbliższe zostawiam dla siebie. Nawet gdybym bardzo chciała wyjść na środek i krzyczeć do świata, by siła fal dźwiękowych zrównała się sile tego, co we mnie. W szacunku dla tej świętości, nie chcę rzucać na światło dzienne jej wykrzywionej formy. Zostawiam, chowam w ramionach i pozwalam by rozszarpywała moje wnętrze.

Chciałabym pisać o tym, co najbliżej mnie. Niestety przypadła mi w naturze rola niepoprawnego romantyka – blisko siebie trzymam głównie to, co niematerialne. To znaczy odczucia. To znaczy wrażenia. To znaczy nie tyle fakty, co ich znaczenie, co ich wpływ na mnie. Bez tego, wszystko wydaje mi się niepełne.

Prawdopodobnie nie wspomnę wam więc o najważniejszych wydarzeniach w moim życiu. Może gdzieś przelotem, może w dwóch słowach, jednak nie będę próbować relacjonować. Nie zrecenzuję książek ani filmów, które w swej doskonałości będą rzucać mną o ściany, wgniatać w podłogę, szarpać za włosy. Umiem wskazać ulubiony moment piosenki, ale nie opisać dreszcz przebiegający mi wówczas po skórze. Potrafię opowiedzieć o swoim pierwszym w życiu koncercie, o zapachu bekonu topniejącego na grillach, o szumie rzeki, o ogniach na scenie, o tym, że bilety były śmiesznie tanie i przyjechało mnóstwo ludzi. Mogę powiedzieć, że byłam podekscytowana, szczęśliwa, pragnąca czerpać świat garściami. Tylko, że to nie było tym. Nie tylko. Dla mnie, było czymś znacznie więcej.

Ładnie wygląda życie na zdjęciach. Albo opisane. Jeśli umiesz wystarczająco dobrze operować słowami, możesz stworzyć sobie prywatne eldorado i sprawić, że ludzie z zazdrości wywrócę skórę na lewą stronę. A nuż ta druga ładniejsza, bardziej intrygująca. A wystarczy niewiele. Odpowiedni kadr, odpowiedni układ zdań, kilka tricków działających na wyobraźnię. Z tym naprawdę można zrobić coś z niczego. Wtedy wszystko jest takie, jak by się chciało, żeby było.

Tworzenie tych wszystkich cudownych kompozycji to prawdziwy popis geniuszu. Do tego trzeba mieć niezwykły zmysł, wyczucie, trzeba pracy, precyzji, uwagi i cierpliwości by każdy element, każda barwa doskonale współgrały ze sobą tworząc prawdziwą estetyczną ucztę. Estetyczną ucztę, niestety nic więcej/

Odrywam wzrok od kolorowych fotografii i wracam myślą wstecz. Do wylegiwania się na rozgrzanej trampolinie i rozmowach o świecie. Do wiatru rozwiewającego włosy podczas jazdy na rowerze. Do głośnej muzyki, do nóg bolących od tańca, do zdartego gardła i zimnych kropel deszczu ściekających po włosach. Do śmiechu, do płaczu, do szybszego bicia serca i energii rozsadzającej każdą komórkę ciała. W tych wszystkich sytuacjach, które dziś uważam za swój największy skarb, nie wszystko wyglądało idealnie. Ani ja, ociekająca potem. Ani świat wokół. To po prostu się działo. A ja działam się wewnątrz tego. Tyle pamiętam, tyle warto pamiętać. Że byłam szczęśliwa.

Największe wartości życia nie potrzebują dopełnienia. Nie wymagają szeregu barw uzupełniających, właściwego ustawienia, odpowiedniego światła, one po prostu są. I wystarczają same sobie.

Reklamy

10 thoughts on “Szczęście z instagrama

  1. Andra

    Jak zwykle Cię nie zaskoczę: zgadzam się w 100%.
    Nie da się życia pokazać na instagramie, bo nie chcemy go pokazać takim, jakie jest. Wszystko ustawiamy, robimy zdjęcie, które jeszcze później przerabiamy, aby wyglądało idealnie. Tylko czy to nie jest strata czasu?
    To jak wygląda nasze życie zapisane mamy we wspomnieniach i odczuciach. Nie na zdjęciach. Jednak one pozwalają nam wrócić do miejsc, chwil i znów przeżyć to, co się wtedy czuło.
    Pozdrawiam cieplutko!

    Polubione przez 1 osoba

    • antykobieta

      Ja na instagramie (którego jestem tylko biernym podglądaczem, bo mój telefon jest na to zbyt prehistoryczny) najbardziej lubię zdjęcia w miarę spontaniczne. Na przykład z jakiegoś wyjścia. Jako forma relacji, co się dzieje. Wtedy to jest jakieś takie… bardziej ludzie. Pozdrawiam cię równie ciepło. Fajna jesteś, Andra tak na marginesie ❤

      Polubienie

  2. Ewelina

    Instagram jest taki trochę smutny. Bo tak jak mówisz, tam wszystko jest tak cholernie idealne. I choć lubię spojrzeć na piękne zdjęcia, to mimo wszystko wolę swoją rzeczywistość, czasami szarą, ale moją 🙂 Życie to nie instagram, nie idealny obraz.

    Polubione przez 1 osoba

    • antykobieta

      Słuszna uwaga 🙂 Mnie też wszystko co takie idealne wydaje się smutne. Wiesz, ja jestem tego typu osobą, która lubi jak jest niedoskonale i trochę chaotycznie, ale jednak tak… ludzko. I dlatego nie mam idealnego porządku. Bo mieszkam w domu a nie w muzeum albo labolatolium 🙂 (przepraszam, nie umiem napisać ani wymówić tego słowa). Pozdr,

      Polubienie

      • Ewelina

        Ja też nie mam idealnego mieszkania, idealnego porządku. Bo chodzi o to, by w mieszkaniu, domu czuć się dobrze, a nie ciągle sprzątać i ciągle coś poprawiać. Aż takim oszołomem być nie można żeby nie usiąść na kanapie, bo nie daj Boże się poduszki pozaginają i zdjęcie na Insta będzie ZUE. 😀

        Polubione przez 1 osoba

  3. Gloria

    Pięknie piszesz ❤ Fakt, ludzie na instagramie ustawiają wszystko do zdjęć, żeby wyglądało niesamowicie pięknie i nienagannie, ale są i tacy, którzy robią z instagrama dokumentację swojego życia prywatnego i wrzucają wszystko co popadnie i aż się gorzej robi, jak się ogląda.
    Z drugiej strony, czy te idealne zdjęcia nie pomieszają wspomnień ludzi, kiedy spojrzą na nie za 20 lat? Na zdjęciach idealnie pościelone łóżko, wyprasowane prześcieradła, a w rzeczywistości vpoduszka zawsze miała poszewkę nie na tą stronę, a prześcieradło spadało z jednej strony. Smutne to.
    Pozdrowienia!

    Polubienie

    • antykobieta

      Dziękuję ❤
      Ja lubię takie spontaniczne relacje, czasem lubię te idealne poduszki, choć to zupełnie nie w moim stylu. Jednak nie lubię, gdy ukradkiem stawiam to sobie obok swojego życia, tak, że ono blednie. Tak się wszyscy tego instagrama uczepili, pewnie przez ten tytuł 🙂 Chodzi mi oczywiście o te zdjęcia "artystyczne", na których wszystko jest tak idealnie aranżowane. 🙂 Pozdr,

      Polubienie

  4. justekmakemesmile

    Z Instagramem jest tak, że przynajmniej tam mamy jasność. Wszystko jest sfingowane, przemyślane i ustawione. Nic nie trafia tam przypadkowo, nie mam z tym problemu. Gorzej z życiem realnym, kiedy trudno mi odnaleźć się, co jest fikcją a co rzeczywistością.

    Polubienie

  5. Monika Dudzik

    Wszelakie media społecznościowe – w tym Instagram – dają możliwość kreowania naszej rzeczywistości w takiej postaci, jaka nam odpowiada, ale niekoniecznie pokrywa się z realiami. Każdy chyba po torsze tak robi. Właśnie złapałam się na tym, że i ja lubię „dopicować” foty, które wrzucam na Insta. Myślę, że wszystko jest ok dopóki fikcja nie miesza się nam z rzeczywistością.

    Polubienie

    • antykobieta

      Dokładnie. Póki samemu usuwa się pryszcze na czole jest ok, ale jak przychodzi do głowy, że na tym instaśku to wszyscy mają takie doskonałe twarze, tylko własna gęba jakaś w lustrze nieakuratna to… no własnie.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s