Wpis zbiorczy – kwiecień.

Nagromadziło mi się w głowie wiele drobnych, nieważnych spraw, o których chciałabym napisać w dwóch słowach i tyle. Dwa słowa to za mało, na wpis, ale więcej zebranych w jedno tworzy już coś konkretnego. Chodząc po świecie układam w głowie kolejne linijki tekstu. To prawie obsesja, ale nie będę leczyć. Z tym, że muszę je gdzieś podziać. Więc to nie do końca tak, że nie mam tu już o czym pisać…

Znów lato. Nieustępliwie trzymam się nadziei, że nie tylko w mojej głowie i w moim przekonaniu.  Choć cholera mnie bierze tak gorąco. Za oknami nadal świszcze chłodny wiatr, nadal skapują zimne krople deszczu, ale mnie już pali, już mi żar smaga skórę, tak to sobie wyobrażam, że aż cała płonę. Jak to będzie później? – później będzie lepiej, bo się do tego ognia z czasem przyzwyczaję, a ludzie, jak to ludzie, przestaną na moje bluzki bez rękawów patrzeć spode łba. No więc dla gorącokrwistych początki lata bywają trudne, ale tak czy inaczej cieszę się, że to już.

I tak trochę próbuję sobie wmówić, że jest tego lata więcej niż jest faktycznie. Z zapałem pakuję w szafy letnie ubrania, wyciągam sukienki, tak antykobieta, też nosi sukienki, niekoniecznie z potrzeby czucia się kobieco, raczej dlatego, że sukienka raz wrzucona na grzbiet nie wymaga pasującej reszty. No może oprócz butów. Po co patrzeć na buty? Zapełniam szafy ubraniami, dokładam kilka nowych znalezionych w zapasach, zapasy pochodzą z czasów, gdy moja mama pracowała w odzieży używanej i przy każdej styczności ze mną utwierdzają mnie w przekonaniu, że należę do najbardziej beznadziejnego gatunku ludzi, którzy kiedyś będą nosić i  którym na pewno się przyda. Naznosiłam więc łachów i mówię sobie, że mamy późny czerwiec, a nuż ktoś mi uwierzy i przestanie się czepiać, że ja taka rozebrana jak prawie nudystka.

Drobne zmiany. Kupiłam okulary. Takie hipsterskie, żółte w kwiaty, ładne są i na dodatek potwierdzają teorię, że kobietę idzie zadowolić pięciozłotówką. Ścięłam włosy. Na krótkie. To znaczy – na krótsze. Zrobiłam z nich artystyczny nieład, to łatwiejsze i wygodniejsze, uczesać, potargać, gotowe. Nie lubię więcej, nie lubię ich układać, pielęgnować, zgoliłabym się na zero, ale nie do twarzy mi. Obecnie jeszcze bliżej mi w nich do mężczyzny, ale nie żałuję. Rozczula mnie, gdy starsze panie zwracają się do mnie per „chłopcze”, to takie jakieś moje.

Mam dużo energii. Taki zastrzyk chęci do życia potrafią dać tylko wczesnoletnie promienie słońca. Nagle chce mi się wszystko naraz, nagle przychodzą chwile, gdy jadąc na rowerze śmieję się głośno, bo taka jestem szczęśliwa, ale płakać to za bardzo nie lubię. I nawet na dwór zdarza mi się wyjść. Na moment, ale zawsze. Mój entuzjazm podzielają sklepy, z jednej strony wystawiające ubrania coraz cieńsze, coraz mniejsze, coraz bardziej ekonomiczne w zużyciu materiału, a z drugiej wylewające falę spożywczego fitstormu. Tak. Nowe płatki z czekoladą i podobno znowu bardzo zdrowe.

Po woli wracam do czytania. Nie żebym przestała, wracam do czytania więcej. W chłodne miesiące nieszczególnie mam ochotę. Wtedy oglądam filmy, oglądam seriale, przed moimi oczami się rusza, a ja zależnie od humoru nie muszę nawet łączyć wątków, nie muszę nawet słuchać. Zawsze coś tam miga. A latem jakoś mi się bardziej chce w tym zatapiać. Latem, którego jeszcze nie ma, mam ochotę działać mózgiem. Bo ja umysł ścisły jestem, lubię, gdy pracuje. Czytać zaczęłam od gry komputerowej. Otchłani. Powstał na jej temat całkiem niezły materiał, odsyłam tutaj, od siebie powiem tyle, że działa na wyobraźnię mocniej niż jakiekolwiek produkcje z dźwiękiem i grafiką. Potem przyszła pora na książki. Jako człowiek od pierwszego odcinka Queer as Folk wielbiący wszystko co gejowskie, wzięłam się za Berka i Bierki Szczygielskiego. Choć wspominałam, że gatunki mam swoje ulubione, tak naprawdę pożrę wszystko co ma litery i nawet z największego szajsu wyciągnę coś, co mi się spodoba. Niewymagająca jestem. Bardzo. Więc w kontekście mojego kiepskiego smaku, ignorancji i gay-obsesji proszę zbytnio nie sugerować się moją opinią, gdy stwierdzam, że obie książki były niezłe.

Słucham muzyki. Z lekkim sercem odstawiam na bok poezję śpiewaną, która ostatnimi czasy uczepiła się mnie i puścić nie chciała, już jest za wolna, za mętna, niewystarczająca, odrzucająca, wracam do tego, co antykobiety nazywają jedyną słuszną, prawilną muzyką, czyli do metalu. Piosenki, które najbardziej mnie męczą tu, tu i tutaj. Poza tym to i to co zawsze.

Piszę w nowym narzędziu. Internetowym. Bo wiecie, antykobieta ma problemy z koncentracją. Olbrzymie. Tak wielkie, że często nie może utrzymać wzroku na jednej rzeczy, tak wielkie, że po wszystkim musi bazgrać, że czasami czyta jeden tekst sześć razy, by statecznie rzucić nim o ścianę i warczeć do frustracji. Pisząc, nie mogę skupić się w absolutnej ciszy. Ani przy muzyce. Ani przy ludzkim głosie. Ostatecznie najbardziej przystępną opcją okazał się dla mnie deszcz. A, że Zen jest prosty, przejrzysty i przyjemnie się w nim pisze to przyszłam i zostałam. W internetach znalazłam też Streszczenia Lektur Masochisty. Tak, znowu wulgarny humor, ale tym razem w inteligenckiej osłonie.

Poza tym żyję w równie spokojnym tempie jak dotychczas. Coraz odważniej staram się wychodzić na przeciw temu, czego w sobie nie lubię. Coraz częściej dostrzegam opcję odmiany. Nie powiem więcej, rozwój wewnętrzny tak mnie pochłania i fascynuje, że gdybym chciała pisać, pisałabym za wiele. Ale wkręcam się w nieco coraz mocniej. Znowu zasługa lata? Nie wiem. Coś jeszcze?

Ach tak. Obejrzałam dwa sezony Spartakusa, nasza historia jak z taniego romansu, ja byłam pod murem, a on się nawinął. Krótko: przemoc, seks, krew, flaki, nagie torsy, okrucieństwo, przemoc, seks, krew, przemoc i flaki. Ale nie było źle. Chwytajcie słońce.

Advertisements

6 thoughts on “Wpis zbiorczy – kwiecień.

  1. Paulina

    Uwielbiam Masochistę. Uważam, że za streszczenie „Nad Niemnem” powinien dostać jakieś odznaczenie 🙂 Też wracam do czytania. Ostatnio było go jakby mniej, mimo że czasu na czytanie więcej. Zaczęłam tradycyjnie, od kupienia nowych książek.

    Polubione przez 1 osoba

  2. Martyna

    A już myślałam, że znalazłam bratnią dusze, jeśli chodzi o słońce, a tu taka lipa… nie znoszę lata. Jest dla mnie zwyczajnie za gorące i zgadzam się z Tobą w stu procentach że teraz jest już niezwykle ciepło. Sama najchętniej wychodziłabym już w krótkim rękawku i niczym więcej. Czas to w końcu zrobić 😀
    Okularki muszą być świetne!

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s