Antykobieta 1.0

– Co by tu zrobić, żebyś nabrała trochę takiego…
– Takiego czego?
– No wiesz, no… Bo ty Małgośka to taki obojnak w sumie jesteś!

Z cyklu: Jak dowalić własnej córce?

Pewna dziewczynka była sobie dziewczynką wyłącznie z zasady. Teoretycznie czuła swoją przynależność do płci pięknej lub inaczej – nie czuła do tej drugiej, ale w praktyce nierzadko okazywała się bytem do niczego niepodobnym. Mimo odpowiednich cech budowy zewnętrznej i wewnętrznej, nigdy w jej zachowaniu czy podejściu do życia nie było za grosz kobiecości. Na początku zostawiano to kwestii dorośnięcia. Wyrośnięcia. Ukształtowania się, bo przecież przyjdzie właściwy wiek, kiedy i z tego niezdarnego pisklęcia zrobi się kwoka najlepszego chowu. Z biegiem czasu świat porzucił jednak nadzieje, że jedyne co w dziewczynce kiedykolwiek będzie żeńskie to forma gramatyczna. I z kwoki wyrosła kogucica.

Dziewczyna nigdy nie lubiła ubrań. Uznawała konieczność ich noszenia, niektóre nawet potrafiła pomieścić w kategoriach sztuki, ale nic poza tym. Były dla niej złem koniecznym, wymagającym czasu i specjalistycznej wiedzy. Bo widzicie, każda sztuka odzieży posiada kolor, krój i fakturę. I te trzy czynniki trzeba dostosować tak, żeby nie wyjść na bazarową serwetkę za dwa czterdzieści. I to wymaga pewnego zmysłu, którym teoretycznie większość kobiet została obdarowana. Ona stała wtedy w kolejce po duże frytki.

Na dodatek zawsze była trochę seksistowska. W komplementowaniu cudzego cycka nigdy nie widziała nic sprowadzającego kobiety do jego roli, wszak cycek to cycek – tylko i aż część anatomii ludzkiego ciała.  Z drugiej strony od najmłodszości miała pewne zapędy na feministkę, objawiające się słabością wielką do największego sukcesu dwudziestopierwszowiecznego genderyzmu, czyli bab z jajami. Takich co walczą i wygrywają z przeciwnościami losu, są pełne odwagi i siły, by przenosić góry własnymi rękami. Zawsze takie lubiła, zawsze chciała jedną z nich być i kto wie – może kiedyś będzie.

Poza tym kobiet nigdy nie lubiła. W kulturze. W książkach, w filmach, w serialach. Były wyjątki, ale te wszystkie dziewczęta zawsze były dla niej takie wymięte. Cienkie, drobne, gibkie, płaczliwe. Trudne. Lubiące komplikować. Z mało którą potrafiła się utożsamić, paradoksalnie do tych twardych i szalonych zbyt tchórzliwa była. Posądzano już ją o szowinizm, wciąż zaprzecza jednocześnie bijąc się w twarz za każde „w sumie jest fajna, mimo, że baba”.

Nigdy nie miała w sobie choćby odrobiny delikatności. Wielka, ciężka, mało zwrotna. Niekoniecznie gruba, absolutnie nie niezgrabna, raczej mocną stopą krocząca po ziemi. Taka wiecie. Co się obróci to coś przewróci, silna w łapach, ostra w gębie, nieprzewidywalna w wyrażaniu emocji. Poruszająca się w sposób nie mający nic wspólnego z elegancją. Podobnie jak ona sama, jej zamiłowanie do ostrej muzyki, jej głupie dowcipy i bluzy od dziada. Gdzieś tej zwiewności, przejrzystości istot żeńskich najwyraźniej brakło. Nigdy nie była romantyczna. Ani trochę. Ani przez moment. Uznawała potrzebę miłości w równym stopniu jak odrzucał ją widok dwóch ciał przyspawanych do siebie odwodem ślinowym i wielkie wyznania.

Zawsze podziwiała prostotę rozumowania mężczyzny. Złożoność kobiecego przez pewien czas próbowała rozwikłać, jednak szybko zatrzymała się na wniosku, że baby i tak nie zrozumiesz. Toteż nie próbowała. Nie starała się też w żaden sposób wykształcić w sobie tego czegoś. Intuicyjnego podejścia do ludzi, rozkładania spraw drobnych na szczegóły, szukania drugiego, piętnastego i tysiąc dwudziestego dna. Zawsze lubiła mówić prosto z mostu, bezpośrednio podchodzić do ludzi, nie owijać w bawełnę. Dawać czytelne znaki, przynajmniej tylko takie odczytywać umiała. Ograniczona? Może. W obliczu prawdziwie kobiecego umysłu wszyscy są ograniczeni.

I taka sobie dziwna była, z pogranicza światów. Wtopiła się w społeczeństwo nie budząc skandalu i do dziś istnieje, wśród innych kobiet, które niekoniecznie pojmuje, których towarzystwo bardzo sobie ceni. Spłodziła nawet bloga.

Kiedy zza zielonego parawanu wyjęto zakrwawionego człowieka, matka w pierwszej myśli sądziła, że to chłopiec. Po latach wciąż wiele osób miewa wątpliwości. Cóż. Idzie przywyknąć. Enjoy. 

Advertisements

6 thoughts on “Antykobieta 1.0

  1. Paulina

    Skąd ja to znam. Pierwsze co mówi moja mama jak odbiera mnie z dworca to „Znów w tych brzydkich butach? Do niczego Ci nie pasują. Nie możesz chodzić w jakiś ładniejszych, na obcasie?” I na nic zdają się tłumaczenia, że skoro biegnę przez pół Warszawy na dworzec, a potem spędzam 3 godziny w autobusie, to wygodniej mi w adidasach niż na szpilkach.

    Nie przejmuj się, bądź jaka jesteś. Wiem, że to dość wyświechtane stwierdzenie, ale jeśli sobie to uświadomisz, że to Ty decydujesz o sobie, życie staje się trochę prostsze.

    Lubię to

    • antykobieta

      Adidasy są najlepsze!
      Ja się nie przejmuję. Uchodzę wręcz za osobę zbyt zapatrzoną w siebie i mającą wywalone na wszelkie „nazwijmy to defekty” :D. Poza tym mogę chociaż opowiadać ludziom anegdoty o tym, jak idę z bratem do kina i ktoś mówi o nas „patrz, pedały idą”. 😉

      Lubię to

  2. Kobiecy Zmysł

    Bycie sobą to chyba najlepsze co człowiek może dla siebie zrobić. Nie ma nic przyjemnego ani fajnego w tym, żeby wtopić się w tłum i być nijakim tylko dlatego, że to nie jest gdzieś społecznie akceptowalne. Myślę, a raczej jestem pewna, że przez to, że silna z Ciebie kobieta, która ma swoje zdanie i nie boi się go wyrażać, ma swoje zasady i się ich trzyma jesteś wyjątkowa. Właśnie Ty, a nie te wszystkie panie, które ubierają te same ciuchy z sieciówek bo są modne. I wszystkie jak klony takie same. Trochę nuda. uwielbiam dresy, nawet te porozciągane, za duże koszulki, adidasy. To mi odpowiada i czuje się w tym ok. Jesli komus się to nie podoba to niech nie patrzy. Oczywiście jeśli wymaga tego sytuaja to jestem bardziej „kobieca”. Choć czy kobiecość to kwestia wyglądu? Pewnie nie.
    Najważniejsze to być sobą i tego się trzymaj. Mnie bardzo odpowiada Twój dystans do samej siebie. 🙂

    Lubię to

    • antykobieta

      Ja tam osobiście nie mam nic do ludzi, którzy wtapiają się w tłum. O ile im to nie przeszkadza. Ja też często się wtapiam, nie świecę z drugiego końca ulicy. Ale najlepszym czego nauczyli mnie rodzice to „rób co chcesz bylebyś nie robiła krzywdy ani sobie ani innym”. No więc robię 😀 Pozdr,

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s