Sama ze sobą.

Mówię, że nie chce mi się dziś rozmawiać. Mówię delikatnie z pewną ostrożnością, nie chcę żebyś się obraził, głęboko wierzę, że to jednak nic złego. Nie chce byś pomyślał, że mam już ciebie dość, po prostu,  nie lubię niedomówień, wolę stawiać sprawę na dwóch nogach niż wplatać aluzje, bo i nie potrafię i nie lubię się męczyć. Nie pytaj o co mi chodzi. O nic nie chodzi. Ja jakby teraz nie mam ochoty na ludzi.

Na co dzień to ja ich lubię. Inaczej. Na co dzień to ja ich potrzebuję jak niemalże wody i oddychania. Potrzebuję ich głosu, dotyku, obecności. Kontaktu wzrokowego, innego mózgu obok, rozmowy, przede wszystkim rozmowy. To mi daje pewność, że nadaj tutaj jestem, że jeszcze nie zwariowałam, to pozwala mi trzymać się z daleka od chaosu w głowie i nie dać mu sobą całkiem zawładnąć, inaczej bym myślała zbyt dużo, inaczej nadmiar świata by mnie rozszarpał na kawałki. Los samotnych jest w historii świata losem chyba najbardziej przerażającym. Kiedy nie masz obok drugiego człowieka, na którego możesz emanować swoją energią i nastrojem, na którego możesz wylewać to, co wewnątrz nie musisz spoglądać wgłąb siebie. To bywa szokujące. Możesz tam znaleźć rzeczy, o które dotychczas siebie nie podejrzewałeś. Siedzę na azteckim krześle w dzień taki jak tysiące innych i zastanawiam się nad uwięzionymi w karcerach. Zastanawiam się też, jak dużo czasu by minęło, zanim zaczęłabym gadać do samej siebie. Pewnie długo. Rozmowa z głupimi zwykle niezbyt mi się klei.

Lubię spotykać się z ludźmi. Ta myśl i kilka innych utrzymuje mnie w przekonaniu, że do introwertyka mi daleko. Nie mogłabym żyć sam na sam ze sobą, nie mogłabym, muszę mieć kogoś przy sobie, tak, ja silna, ja niezależna, ja wszechmogąca muszę sobie kogoś obok tyłka trzymać, bo bym skończyła na oddziale maksymalnego bezpieczeństwa.

A jednak długie przebywanie z nimi mnie męczy. Kilka godzin, nie więcej, za kilka godzin wrócę do domu, zamknę się w pokoju, odizoluję od świata. Pogadane, połażone, Fajnie było. nawet bardzo, ale ja tak długo nie mogę. Męczy mnie brak swobody, widzicie, ta bariera zawsze gdzieś tam jest, niezależnie od tego ile się znamy, niezależnie od tego jak bardzo się lubimy. Prędzej czy później dopadnie mnie znużenie, dopadnie mnie zmęczenie. Prędzej czy później zacznie narastać chaos w głowie, gotowy do eksplozji wulkan tysiąca myśli, które później wrzącą pianą wyleją się na klawiaturę i wyląduję tutaj. Gdy świat zewnętrzny zaczyna mnie przytłaczać, w wewnętrznym zaczyna dziać się coraz więcej, a ja po prostu nie potrafię skupiać się na wszystkim jednocześnie. Kilka godzin wystarczy, później zaczyna ciągnąć mnie do samotności, kiedy zacznie to po robocie. Buzi na do widzenia i wiejemy na inną orbitę.

Lubię swój pokój. Swoje cztery ściany. Nie ma w nim okna ani żadnego źródła ogrzewania. Zimą odmarzają palce, latem żar spływa po plecach, ale jest dobrze, mimo wszystko dobrze. Tu mam swoje miejsce, tutaj swoja samotność. Mogę leżeć na łóżku i patrzeć w sufit, spać, kręcić się w kółko, mogę wszystko i nikt nie patrzy. Spędzam tu dużo czasu, nie należę do ludzi szczególnie aktywnych. Takich co to teraz, natychmiast, z prędkością światła, takich zawsze pełnych energii. Choć zdarza mi się tańczyć na chodniku z słuchawkami w uszach, mój spokój wewnętrzny wpływa na zewnętrzny, jestem więc z reguły cicha, zamyślona, bywa, że obecność drugiego człowieka bardzo mnie rozprasza. Mogę ogłuszać się głośnym, agresywnym heavy metalem, ale nigdy cudzym głosem. To dość skomplikowane, przystańmy na tym, że samotność jest dla duszy o wiele bardziej intymna.

Lubię czasami nie korzystać z życia. Zamknąć się za drzwiami, usiąść, istnieć i nic poza tym. Odciąć się, zmarnować trochę czasu, popatrzeć w czubki palców,  popatrzeć w internet, oglądać jak pająk spaceruje mi po ramieniu, położyć się i pospać. Tylko tyle. Może brzmi smutno, może beznadziejne. Ale ja lubię. Czasami bardziej niż wyjście z domu i spotkanie się, zrobienie czegoś konstruktywnego, przeżywanie życia. Bez względu na humor, w stosunku do ofiarowanego mi czasu i ludzi często bywam niewdzięcznicą.

Ja i Ja. Duet od zawsze sprawdzony. Egocentryzm? Tutaj trzeba do niego przywyknąć.

Reklamy

One thought on “Sama ze sobą.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s