Problematyka skorupy zewnętrznej.

Wodzi palcem po moim kręgosłupie, od tak, z nudów. Pozwalam na to, z reguły nie przeszkadza mi dotyk, nie uciekam przed nerwowością cudzych dłoni. Pozwalam, by na moich plecach kreśliły się niewidzialne meandry, linia falista wybrzuszająca się miejscami w gładkie łuki, rzeźbiąca tułów niczym górskie zbocze, kształtująca wzniesienia i zagłębienia, pomiędzy którymi pnie się struga poskręcanych kręgów. Ładne to jak sobie o tym pomyślisz.

Mam problem. Z sińcami pod oczami mam problem. Podobno. Rzecz w tym, że są ogromne, ciemne i straszą. Ludzi straszą. Podobno powinnam je zakrywać, bo nie wypada tak nosić na wierzchu. Zakrywam więc, kiedy akurat mi się chce, kiedy nie mam ochoty, przyjmuję wyrazy współczucia. Paskudztwo, ciężka sprawa z tym drobnym fragmentem twarzy, niby, prawda, drobiazg, a jednak potrafi psuć nerwy. Nie psuje? Och przestań, problemów nie trzeba się wstydzić. Wszyscy się podobno wstydzą, może ja też powinnam. Może powinnam trochę uważniej patrzeć, by dostrzec dramatyzm sytuacji, może wreszcie zejść na ziemię, skupić się na tym co tutaj i wreszcie zacząć używać korektora. W końcu problem to problem prawda? Nie można lekceważyć.

I nie denerwuje cię to, że jesteś taka powyginana? Mnie to by denerwowało. Załamałabym się. Na klęczkach bym prosiła, żeby mnie pod nóż wzięli, a ty anty, ty to jak zwykle taka zachowawcza jesteś. Ja to bym tak nie mogła, ten spokój, ta obojętność. Chociaż czy ja wiem, czy dobrze? Trzeba znać swoje wady.

Niestety. Znam. Mam ich cały wachlarz, mogę nawet pokazać, ale ostrzegam, to nie będzie szczególnie przyjemny widok. Nie wstydzę się ich, nad sporą częścią pracuję, reszta najwyraźniej nie wydaje mi się aż tak istotna. Moją wadą jest nieodpowiedzialność. Lenistwo. Łatwość przywoływania kłamstw na język, łatwość lekceważenia spraw istotnych, przepraszanie tylko po to, by zagłaskać i przywrócić świat do pionu. Hipokryzja. Bałaganiarstwo. Częste uznawanie, że coś mi się należy. Brak władzy nad emocjami. To moja ciemna strona, dowód na człowieczeństwo. Tego w sobie nie lubię, lub o to się potykam. Do kręgosłupa skręconego po długości i wokół osi nie mam zastrzeżeń. Byle nie bolał. Czy można na daną chwilę nazwać go problemem?

Nie wiesz chyba jak to brzydko wygląda. Wiem. Wiem doskonale. Lubię brzydotę, tak łatwo nią manipulować, tak łatwo się nią bawić. Piękno ma znacznie bardziej ograniczone pole manewru, wymaga więcej wysiłku, niewiele wystarczy, by obedrzeć je z pierwotnej wartości. Brzydota nie ma nic do stracenia, można ją z czystym sumieniem przeciągać poza granice wszechświata. To całkiem rozsądne rozwiązanie dla osób pozbawionych smaku, ale niekoniecznie przystającym na dobieranie każdej skarpetki według ustalonych norm. Czy wobec tego można nazwać to błędem?

Dużo tych słów teraz. Problem i błąd. Błąd w ubieraniu się, błąd w makijażu, błąd w dekorowaniu przestrzeni. Coraz mniej jest błędów w relacjach międzyludzkich i podejmowanych decyzjach. Małe sprawy rosną, duże maleją. Alicja z Krainy Czarów byłaby dumna. Problem. Dużo jest teraz problemów. Problemów z cerą, z włosami, z brzydszym profilem lewym i wystającym podbródkiem. Są maleńkie, ale jest ich mnóstwo, może tylko dlatego wydają się tak przytłaczające? Niewiele jest miejsca na te cięższe. Na przemoc w zakładach poprawczych. Na molestowanie kobiet w miejscach pracy. Na zostawianie psów w lesie, faworyzowanie uczniów w szkołach, bicie gejów, nieszanowanie starców, pozwalanie na ksenofobiczne żarty i uszczypliwość. To nie tak ważne, to już nie ten świat, za odległe to, za trudne, by zaprzątać sobie głowę. Cienie pod oczami. Spójrz w lustro, spójrz jak ci wiszą po samą brodę.

Wbrew pozorom nie nawracam. Stawiam sobie kilka pytań, czasami warto ze swoim psyche pewne sprawy raz a dobrze przedyskutować. Od pewnego czasu zastanawiam się, co tak naprawdę jest problemem godnym zmieszania z błotem mojego dobrego humoru? Co jest błędem? Czemu mogłabym poświęcać mniej uwagi? Póki co ja i moje ego ostro debatujemy. Polecam, jeżeli ktoś chce szybko i skutecznie nabawić się zaburzeń osobowości.

Możliwe, że ta refleksja nie ma ani sensu, ani celu. Ale widzicie, ja lubię roztkliwiać się nad rzeczami oczywistymi. Enjoy.

Advertisements

2 thoughts on “Problematyka skorupy zewnętrznej.

  1. darknesssa

    Mam wrażenie jakbym czytała twoje myśli wirujące nad twoją głową. Chaos, poplątanie. Problemów nie powinno się lekceważyć, to prawda, ale przesadzanie też nie ma tu większego sensu. Ważne, by brać je z dystansem, bo tak żyje się łatwiej, ale czy lepiej? To zależy od jednostki.
    Wiesz, ostatnio usłyszałam od osoby, która jest dla mnie bardzo ważne, że mam więcej wad niż zalet… Przygnębiona siedzę, pisząc komentarz, nie potrafię zrozumieć jak można być takim płytkim, zamieniając moje zalety w wady… Nie wiem czy mam siłę znosić więcej takich bzdur…

    Lubię to

    • antykobieta

      Niestety taka jestem – chaotyczna i poplątana, przykro mi jeśli ciężko się czyta, ale dzięki za opinię. Wiesz, właśnie po to to piszę, żeby móc się nad różnymi rzeczami zastanawiać z różnych stron. Może i tak faktycznie jest, że pojęcie problemu może być inne dla każdej osoby i równocześnie wciąć odpowiednie? W każdym razie pokuszę się na stwierdzenie, że jedno niepodważalnie jest problemem – brak hamulców w ocenianiu innych i mówieniu tego na głos, brak empatii. Nie znamy się, nie wiem jakie masz cechy i prawdopodobnie słowa jakiegoś wypierdka z internetu niewiele znaczą, ale moim zdaniem masz z pewnością jedną ogromną zaletę – mądrość :). Życzę ci siły, zarówno tej psychicznej jak i siły, kiedy będziesz kogoś, kto tak mówi i daje sobie tak myśleć lać po mordzie. Pozdr,

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s