Nieprzygotowana.

Minęły mnie jesienne chandry i bolesne miesiączki. Oraz szereg przeciwności losu, które podobno dotykają wszystkich, a przy tym maltretują tak długo i mocno, aż nabierzesz odporności. Minął mnie rozlew łez, jad w ustach, lizanie ran, nabieranie doświadczenia. Przez bardzo krótki moment czułam, że to nie fair wobec tych, którzy całe życie wspinają się pod górkę. Teraz, między wyrazami wdzięczności czuję, że kiedy życie rzuci mnie na głęboką wodę, nie będę umiała utrzymać się na powierzchni. W końcu coś za coś, prawda?

Nie znam bólu ludzkiej uszczypliwości. Choć ten fakt prawdopodobnie nigdy nie przebije warstwy medialnego bullshitu, tysiące nastolatek pada ofiarą różnorodnych form przemocy psychicznej. Wiele dostaje role ćwiczebnych kukieł dla niewyżytych rówieśników, doświadcza gnębienia, wyśmiewania i poniżeń. Jeszcze więcej cierpi z powodu niewybrednych żartów, obgadywania za plecami, prymitywnego chamstwa, plotek. Żadna z tych sytuacji nigdy mnie nie dotyczyła, nie w stopniu, który mógłby mnie zaboleć, który mógłby odgnieść mi się na mózgu, zostawiając szpetny ślad. Nie. Tego nie było. Zawsze trzymałam ich napuchnięte ego daleko od siebie. Nigdy mnie nie ruszono, nigdy nie wbito noża w plecy. Nie krwawiło mi serce przelewając się z oczu gorzkimi łzami, nie czułam nienawiści, nie dostałam po głowie za to, że istniałam. Nie doznałam maleńkiego ukłucia w poczucie dumy, nie noszę najdrobniejszej skazy na psychice. To mnie ominęło. Albo w żyłach płyną mi cholernie mocne znieczulacze.

Nie znam bólu nienawidzenia samej siebie. Wyglądu, charakteru, intelektu. Mam garba na plecach i krzywe zęby. Koślawe stopy, cofniętą szczękę, swoistą bezpłciowość, ani jednego kompleksu. Pomiędzy zarzutami o pozerstwo i udawanie silniejszej niż jestem słyszę, że każdego prędzej czy później dorwie świadomość, że ma się czego wstydzić. Mnie też. Powinnam stać zwarta i gotowa, choćby dla spokoju ducha, bo to podobno nie pozostawia po mózgu suchej nitki. Powinnam się z tym pogodzić, pogodzić się, że kiedyś znajdzie się ktoś, kto zrobi ze mnie poczwarę, a ja uwierzę, ze faktycznie nią jestem. Być może tym oprawcą będę ja sama. Póki co nie ciążą mi krzywiące się buty ani materiał opinający mocno tylko jedną stronę pleców. Póki co noszę obcisłe bluzki, na razie patrzę w lustro, uśmiecham się i puszczam do siebie oko. Ciekawe ile jeszcze.

Nie znam bólu odrzucenia ani braku akceptacji. Nie wiem co to znaczy chcieć imponować, nie wiem jak się kamuflować, by wtopić w otoczenie. Nie wiem czym jest szukanie w cudzej niechęci odniesień do samego siebie, nie znam nienawiści z odtrącenia. Nigdy nie wymagałam cudzej sympatii, nigdy nie pragnęłam przynależności. Nie miałam nic przeciwko dzieleniu się na grupy i nie ubolewałam nad tym, że któraś z nich nie chciała mnie. Byłam między nimi, czasami sama, czasami zagubiona. Zawsze szczęśliwa mimo wszystko, zawsze podobna do siebie, tego się trzymałam, to zawsze było pewne. Podobno kiedyś to się skończy. Ludzie rozczarowują, tak mówią. Kiedy zaczną po kolei odpadać, uwierzę, że nic nie są warci

Nie znam wstydu. Jestem dziwnym człowiekiem, robię dziwne rzeczy. Wielu moich znajomych wie, że nie mam oporów przed siedzeniem w szafie, że do dziś rozpamiętuję bezczelnie zadeptanego chrząszcza, że zdarza mi się tańczyć na środku chodnika z słuchawkami w uszach. Mówią, że to dziwne. Mówią, że dziecinne. Nigdy się nie wstydziłam, zawsze przyjmowałam brak piątej klepki jako stan absolutnie naturalny, zawsze też akceptowałam wszelkie odchyły u innych. Podobno kiedyś mnie za to zgniotą. Świat nie akceptuje dziwaków, świat ich tępi. Liczba łóżek w szpitalach psychiatrycznych jest mocno ograniczona, nie potrzeba ich więcej. Podobno wystarczająco szybko nie zacznę się za siebie wstydzić, rozszarpią mnie na strzępy. Skuliłabym się w sobie, spróbowała wyprostować, ale moja osobowość jest niereformowalna pod każdym względem. Nie wstydziłam się też nigdy tysiąca innych rzeczy.

Charakter? Błąd w systemie? Cholernie wielkie szczęście? Odkąd pamiętam życie mnie rozpieszcza, prawdopodobnie nie jestem więc gotowa na przyjęcia świata. Prawdopodobnie nadmiar szczęścia walnie mnie jeszcze w łeb, być może sprawiedliwość losu odpłaci się z nawiązką. Nie mam wyrobionej wrażliwości ani odruchów obronnych, nie mam doświadczenia. Czuję, że nie wpisuję się w wymagania świata, że zapędziłam się w swoim idealizmie zbyt daleko, by nie sprawiało mi to kłopotów. Najpewniej kiedyś to odczuję. Trochę późno jak na dorastanie. Czy jestem gotowa? Nie. Czy ktoś kiedykolwiek był?

Panie pacjent, proszę się rozluźnić, zacisnąć zęby, trzymać mocno fotela, zaraz będziemy wbijać nóż w plecy, zaboli jak cholera jasna, ale żeby nie było, że nie ostrzegaliśmy!

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s