Miłość.

W dzieciństwie często się kłóciliśmy. O wszystko. Bywało, że byłam na niego tak wściekła, że chciałam krzyczeć, żeby umarł, żeby więcej go nie było. Nie robiłam tego. Bo bałam się, że jeśli to powiem, to z jakiegoś powodu się spełni.

Miłość. Dziś będzie o miłości. Jeżeli bardzo chcesz, możesz zarzucić mi, że wypowiadam się na tematy, o których nie mam prawa mieć najmniejszego pojęcia i owszem, robię to czasami, na przekór zasadom, na szczęście nie dzisiaj. Możesz powiedzieć, że ja taka jeszcze młoda, jeszcze głupia, jeszcze niedoświadczona. Możesz pokiwać głową z politowaniem, roześmiać mi się w twarz, nie szkodzi, pośmiejemy się razem. Swojej młodości nie zaprzeczę, głupocie odpuszczę, z doświadczeniem będę się kłócić, bo choć mam go niewiele, to jednak wystarczająco, by potrafić kochać.

Siedzimy na ganku. Ona pali papierosa, ja delektuję się porannym chłodem bijącym od ziemi, gaszącym mój zewnętrzny i wewnętrzny żar, którego nie wiedzieć czemu zawsze mam w nadmiarze. Patrzę na zmarszczki wokół jej ust, przybyło ich, kiedy nie patrzyłam, zrobiły się głębokie i ciężkie, jednak nadal, nadal mogę stwierdzić, że wygląda bardzo młodo. Nie bez powodu wszyscy dziwią się, gdy wyjawiam ile tak naprawdę ma lat, że wbrew pozorom już dawno nie osiemnaście. Tylko oczy ma od pewnego czasu zmęczone. Smutne. Frustrująco smutne. Boleśnie smutne. Wiem, że niewiele mogę na to poradzić, liczę więc ukradkiem momenty, kiedy się uśmiecha i trzymam w sobie nadzieję, że będzie tego więcej. Póki co staram się grzać ją samą swoją obecnością i wiem, że choćbym nie widziała efektów, choćby tak bardzo zdawała mi się krucha i ulotna, bez tego już dawno zmęczenie zastąpiłaby pustka. Samo istnienie. Mało. Niesprawiedliwie mało, szczególnie dla kogoś, kto tak bardzo chciałby dawać więcej. Ale matki mają to do siebie, że czerpią z tego siłę.

On. Siedzi obok mnie, kiwa głową w rytm muzyki. Po szybkości i kierunku ruchów głowy potrafię rozpoznać piosenkę, pytam niemo, czy trafiłam, a jakże, zawsze trafiam.  Przyglądam mu się kątem oka, przychodzi mi na myśl, że cokolwiek by nie mówić, całkiem przystojny z niego facet. Wygląda nieźle, naprawdę nieźle. Czasami zdaje mi się, że ludzie obok mnie nie zmieniają się wcale, że on także, jednak teraz widzę wyraźnie, że czas upłynął i że nie ma wyjątków od reguły. Dostrzegam, że taki jest jakby duży. Taki jakby dorosły. Że głos ma trochę niższy, rysy twarzy bardziej żelazne, zahartowane. Że wypowiada się w inny sposób, że zmądrzał, że wie już coś o polityce, o seksie, o życiu. Nagle to dostrzegam i coś we mnie pęka. Coś we mnie się kruszy i nagle, wbrew sobie chcę tego idiotę przytulić, nie robię tego, bo braci choćby z zasady trzeba traktować chłodno.

Tamta. Tamta, o której nigdy bym nie pomyślała, że ja i ona mogłybyśmy nie zeżreć się żywcem. Takie jesteśmy różne, jakby wykpione przez los albo tknięte cudem. Dwa przeciwstawne bieguny. Dwie substancje, które teoretycznie powinny wybuchnąć, ale łączą się i tworzą nowe. Ja i ona. Dzielone wszystkim. Charakterem, poglądami politycznymi, poczuciem estetyki, temperamentem, celem. Wystawiane na próbę za każdym razem, chwytające się niemożliwego. Tak podrapana, tak poszarpana jest już nasza więź, a jednak ostatkiem sił tworzy całe, a jednak się trzyma. My się trzymamy, ściskamy za ręce, idziemy w przeciwnych kierunkach, licząc, ze nas nie rozerwie. Na przekór logice, wierzymy, że to wypali, jeszcze możemy, jeszcze mamy do tego prawi. Tamta. ciekawe ile tej przyjaźni uda się jeszcze wytrzymać.

Ono. Toczy się. Toczy się uparcie wokół  mnie, a ja z całej siły staram się je kochać, pragnę doceniać to, co mi daje, z tym łatwiej mi o szczęście. Doceniać ludzi, chwile, doświadczenia. Staram się czerpać z tego ile mogę, zachłanna jestem, chciałabym móc pozyskać z niego jak najwięcej, o ile to możliwe, o ile możliwa jest myśl, że pozyskało się wystarczająco. Staram się wyciskać sok z tego co powyżej, z tego, o czym jeszcze nie napisałam i czego nie napiszę nigdy. Zdarza się, że na usta cisną się słowa zupełnie nieproszone, że chce się nim rzucić o ścianę, wiele wygarnąć, wygarnąć, że za dużo zabiera, a za mało daje. Czasami, poza granicami krainy wiecznej spokojności, błyskają między nami gromy nienawiści, ale gdy przygasną, padam na kolana i dziękuję za każdy jasny promyk, którym mnie oświetla. Życie bywa wyrodną jędzą, ale cieszę się, ze nadal jest.

Mnie się wiedzie dobrze. Na razie. Lepiej niż wielu innym, choć los z reguły nie pisze scenariuszy idealnych, choć miewają lepiej, cieszę się, że nadal mam w sobie siłę by kochać. Zgubiwszy po drodze większość cudów, ciągle wierzę w ten. Nie wiem czym jest, gdzie się kończy i gdzie się zaczyna, nie umiem ubrać go w słowa, nawet nie będę próbować. Ale pragnę głęboko ufać, że warto.

Advertisements

6 thoughts on “Miłość.

  1. andrrae

    Cudny tekst.
    Takie same uczucia żywię do mojej rodzinki. Może zamiast tej przyjaciółki dałabym moją siostrę, wszystko by się zgadzało. 🙂
    Pozdrawiam cieplutko! 🙂

    Lubię to

  2. Kobiecy Zmysł

    Zawsze mnie powala Twój sposób ubierania banalnych i prostych rzeczy w tak piękne słowa! Jak Ty to robisz! Świetny tekst.Jestem powalona na łopatki.

    Tak to z rodziną już bywa, że tu się kochamy, a tam nienawidzimy. I niby te dwie skrajności nie mają racji bytu to jednak istnieją, funkcjonuja i na dodatek jakby tego było mało mają się świetnie.
    Mieć brata jest super ! 😉

    Lubię to

    • antykobieta

      Dziękuję bardzo ❤
      Jest pewna osoba, którą kocham ogromnie jako członka naszej Mikrospołeczności Kompletnych Szaleńców (czyt. naszej rodziny) ale wręcz nienawidzę jako człowieka. Świat jest pełen sprzeczności i to jest cholernie fascynujące.
      Posiadanie MOJEGO brata jest szczególnie fajne :D. Poza momentami, gdy się nie lubimy oczywiście.
      Pozdr,

      Lubię to

  3. Martyna

    Pięknie ubrane w słowa myśli. Cudownie wyrażone uczucie. Rodzina potrafi być denerwująca, zwłaszcza rodzeństwo (wiem z doświadczenia). A mimo to, to właśnie rodzina będzie pierwsza do pomocy. To oni będą na tyle bezinteresowni by stanąć za tobą murem. Świat jest dziwny, a miłość dla mnie nie do końca jasna. Mimo to piękna i oby to uczucie towarzyszyło nam zawsze.

    Lubię to

    • antykobieta

      Ostatnio rozmawiałam z przyjaciółką:
      – Wiesz, nienawidzę tego w tobie, ale nie bierz tego do siebie, nie wszystko będzie się w człowieku lubić choćby był najlepszym przyjacielem, tak kocha się tylko mamę. 🙂 Dziękuję za miłe słowa.

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s