O jednej takiej co ukradła zęba…

– Data urodzenia?
– Dwudziesty trzeci marca…
– Małgosia?
– Małgosia.
– A my jesteśmy Baby Jagi!

Raz na zdecydowanie zbyt często przychodzi antykobiecie zanieść swą szczękę pod oko fachowca. Nie żeby ktoś próbował odnaleźć się w roli bobra, nie żeby ktoś ustami ogródek po zimie pielił, nie żeby za liczne krzywizny i żółtość kości odpłacał higieną poniżej normy, ja po prostu mam zęby słabe i do niczego – zupełnie nie po matce, po matce byłby szereg wielkich, żelaznych tarcz, niestety nie ma, a było brać jak jeszcze w dawali genach. Tak więc konsekwentnie uzupełniamy braki na plombach w miejscach, gdzie niepostrzeżenie wkradł się kawałek zęba, stara zasada mówi bowiem, że w jej ustach nie ma prawa istnieć absolutnie nic nietkniętego wiertłem dentystycznym. No chyba że język. Na szczęście. Uzębienie moje podchodzi już więc pod produkt nakładczy, przechodząc kolejne zabiegi, a ostatnio wzięło nas na pozbywanie się nerwów.

W sensie ząb zabolał. Bardzo. Bo się nie poszło długo, bo się miało gdzieś i niech wypadnie to cholerstwo i sztuczne obiecuję kochać jak własne, ale prędzej czy później dziura dożarła się do nerwu i skończyło się You Only Live Once. No wiec poszłam i z jednej wizyty zrobiło się siedem, ale nie o tym, bo o czym innym. O niej.

Moja dentystka. Mariolka. Zagraniczna, bo z innej planety. Gdybym rozdawała, dostałaby nagrodę nobla w dziedzinie bycia cudownym człowiekiem, niestety nie rozdaję, może to i dobrze, bo znając własną skromność, samej sobie przydzieliłabym ze cztery. Mimo zawodu współczesnego kata, mimo, że dzieci na jej fotelach nadal szarpią się i rzygają, mimo, że żadna z niej czarownica i boli co ma boleć, mimo nawet to, że nie pieści się i nie przesładza do mdłości, nie zdradza żadnych oznak sadyzmu. Jakim cudem? – nie wiem, ale doceniam, bo przynajmniej nie zdarza jej się wbić wiertła w dziąsło, w złości na kochanka, co z Rumunką poszedł w tango. Poza tym mamy podobne poglądy polityczno-społeczne i podobne usposobienie, prze co nawet zdarza nam się rozmawiać.

– Tym pedofilom to tylko kutasy poucinać.
– Aghhhggaahhh.
– Dokładnie, przy samej szyi.

Ona. Z nieba spadła, bo skąd by indziej? Jej miodowy uśmiech, jej niewymuszone żarty, to przede wszystkim, że niewymuszone, nie na siłę, nie dla atmosfery, atmosfera zrobi się sama, gdy w pomieszczeniu zejdą się odpowiedni ludzie. Kiedy ukuje za mocno, dźgnie nerw, chociaż może trzeba i szarpniesz się gwałtownie i ugryziesz w palce, to przeprosi, pogłaszcze, uspokoi, jak małe dziecko, nawet jeśli małym dzieckiem nie jest się od dawna. Wiele wybaczy, wiele zrozumie, miłe to miłe, aż i serce rośnie, tak to w jedyny sobie sposób Mariolka dmucha serca jak baloniki. I za to ją uwielbiam i kwiatki bym jej niosła, gdyby nie, że się wstydzę.

Lubię takich. Lubię ludzi szczerych. Prostych. Uśmiechających się, miłych, przyjaznych i nic ponadto. Tyle wystarcza, tyle trzeba, by rozgrzać duszę oziębłą chłodem świata, by roztopić skrawki wzajemnej niechęci uwięzione w sercu, tylko i aż tyle. Zniechęca mnie kreowanie wizerunku pod linijkę, odrzuca nienaganność, dbałość o każde słowo, dbałość o każdy ruch, odrzuca chowanie się z czymś podobno lepszym, to z środka zawsze wylezie, a potem będzie smutek i rozczarowanie, że na opakowaniu jedno a w środku drugie. Zniechęca mnie milczenie i kamienny wyraz twarzy, byle świat nie zobaczył tego, co szczelnie ukryte spojrzeniem wydającym wyrok o moim szaleństwie. Świat zawsze widzi. Zniechęca mnie bycie oschłym manekinem, zastanawiam się czasem, czy w ich plastikowych żyłach płynie jeszcze krew czy łzy duszy wołającej o uwolnienie. Nie lubię odczłowieczonych wnętrz i odczłowieczonych ludzi.

Ona. Przede wszystkim szczera. Szeroka gdzie nie spojrzeć, wielkie, ciotczyne piersi i zmarszczki wokół ust. Rozdaje entuzjazm, zaszczepia radość i prostotę zwykłego człowieka, poczciwej kobiety. Ma w sobie wszystko to, za co kocham być tu, między chmurami, a jądrem ziemi. Naturalność. Humor. Troskę. Po co pisać o kimś takim, no po co, anty? Bo ja chcę, bo w internecie za dużo chmur burzowych, za dużo miejsca poświęconego ludziom, którzy nie są warci, za dużo ziania jadem, za mało miłością, wiecie o co chodzi, prawda? Mogłabym ofiarować ten kawałeczek sieci wielu takim, co to podcinają skrzydła, wielu tym, co biją po twarzy i po sercu, ale na nich szkoda czasu, na nich szkoda energii, dlatego mówię wam o niej i o jej uśmiechach. Są wiele więcej warte.

Droga Wyrywaczko Zębów! Wybaczam ból wiercenia i trucia tylko żebyś się czasem na starość nie zmieniła!

Advertisements

5 thoughts on “O jednej takiej co ukradła zęba…

  1. Ehdi Mars

    Bałam się dentysty przez lata całe, aż trafiłam na swoje człowieka i zupełnie przestało mi to sprawiać problem. Teraz chodzenie do dentysty traktuje na równie z chodzeniem do kosmetyczki, no ok dentysta jest droższy 😉

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s