Obroty.

Tak, wiem, że było. Tak, wiem, że już pisałam, że już wspomniałam, że co za dużo to nie zdrowo, absolutnie jestem tego świadoma, czy czuję się do tej zasady szczególnie mocno przywiązana to już inna sprawa. Ale wbrew pozorom nie zamierzam pisać recenzji.

Skwar. Na początku zawsze tak jest, staje się nieznośny, uporczywy, niewygodny, nikt tu nie przywykł do żaru spływającego z bezchmurnego nieba, kraj zaszczycił nas pogodą mieszaną z podmuchami wiatru, chłodem, śniegiem, burzami, deszczami, gradami, lodem na ulicach, błotem na chodnikach, zimnymi wieczorami, nie jesteśmy stworzeni, by skrawki płonącego słońca spadające na ziemię przyjmować za fakt naturalny. Mimo wielu letnich dni pozostawionych w naszej historii, nadal te wysokie temperatury są dziwne, nadal inne i ciągle niekomfortowe, inaczej nie będzie, nic tylko przywyknąć. A jednak w ostatnich dniach kryje się coś jeszcze. Coś w mojej podświadomości chłodzi ogień tego szaleństwa. Czuję, że coś wypaliło mi w mózgu zupełnie nowe tory.

Będąc zupełnie na świeżo z Wiekiem Cudów dostrzegam cudowność prawidłowego tępa obrotów ziemi. Obroty ziemi, o tym się nie myśli, to jedna z nielicznych spraw, które są dla człowieka równie potrzebne, co nieistotne. Trudno skupiać się na ruchach globu w obliczu tysiąca spraw bliższych skóry, szanse, że coś się w tej kwestii zmieni są zbyt małe i zbyt abstrakcyjne, by budzić zainteresowanie. I dobrze. Bo by nas cholera wzięła. A jednak teraz na wpół strawiona przez przeczytaną historię, nie potrafię się od tych obrotów oderwać, wciąż tropi mnie świadomość, że świat się porusza, że ogromny, opasły olbrzym unosi się w ciągłym ruchu, zachowując przy tym nienaganną regularność, a tak niepoznany i nieokrzesany wszechświat zawsze mógłby go spowolnić.

Może dlatego, że to wszystko było tak rzeczywiste? Że kolejne kartki książki nie były oddzielone latami, a zaledwie dniami? Że bohaterami byli zwykli ludzie, a wszystko działo się tak prosto, tak gładko, tak codziennie, bez gromów z jasnego nieba? Może dlatego to tak mocno mnie chwyciło i nadal trzyma?

Jak by to było obudzić się w świecie, w którym wszystko staje się zagrożeniem? Lubię noce. Są ciche, spokojne, samotne, dyskretne. Lubię patrzeć w rozgwieżdżone niebo, nie długo, bo nieprzykryty kojącym błękitem wszechświat wydaje się tak blisko, a on, jego rozmiar i głębia zawsze wzbudzały we mnie dreszcze przerażenia. Przez moment jednak daję sobie spojrzeć w usianą złotymi punktami czerń i szukam pasa Oriona, zawsze bez skutku, mam takie małe marzenie, by kiedyś go znaleźć. Lubię noce, bo wtedy potrafię się skoncentrować, wtedy dużo piszę, wtedy dużo czytam, odbieram sobie kolejne godziny ze sprawności organizmu, przymykam oczy do kolejnego poranka, ale widzicie, mnie właśnie wtedy się chce. Wieczorny chłód gasi żar skóry i uspokaja myśli, to mnie napędza, lubię ten stan, dlatego gdy inni śpią, siedzę i tłukę w klawisze, ja wiem, że to niezdrowe. Jakby to było obudzić się w świecie, gdzie noce ciągną się bez końca? Gdzie czterdziestoośmiogodzinna doba zalewa ciemnością świat na dłużej niż jesteśmy w stanie znieść, jakby to było znaleźć się w rzeczywistości, gdzie ten mrok zabija? Gdzie jego długość niszczy wszystko, co nie jest w stanie żyć bez światła, gdzie zabiera jedzenie, schronienie i pewność, że jutro nadejdzie? Gdzie z drugiej strony dni słoneczne, jasne i przewidywalne zaczynają skrywać w sobie niepokojące zagadki, a to, co dotychczas czyniło je bezpieczne i komfortowe staje się nie do wytrzymania? Wystarczy że ziemia zacznie wolniej się obracać.

Słońce które pali, ale nie parzy, nie ściąga skóry spod ubrania. Prąd, który płynie w przewodach stale, nie jest racjonowany, na rzecz utrzymania szklarni, produkujących całą żywność dla świata. Trawa, która rośnie, która nie umiera. Ptaki na niebie, nie na ziemi, nie opierzone truchła dryfujące po wodzie, trzeszczące pod kołami, nie ofiary zdradliwego przyciągania ziemskiego. Kilka produktów w lodówce, świeża sałata zamiast bunkra nafaszerowanego konserwami i jedzeniem w proszku. Wieloryby w wodzie, nie obracające się bez sił na suchym lądzie? Znane choroby i pogoda na następny dzień obok miliona niepewności, wystarczy, że ziemia krąży jak powinna.

Ludzie, którym odbija. Którzy szaleją, czekając, aż w radiów wypłyną wieści ostateczne, którzy są gotowi na wszystko i niegotowi na nic, którzy popadają w panikę widząc zaćmienie słońca, zamiast z zachwytem patrzeć w niebo. Ludzie, którzy tracą nadzieję na cokolwiek dobrego, dla których nic już nie ma prawa być normalnym. Ludzie zatruci strachem, odrywający się od rzeczywistości, coraz częściej uciekający w prochy, w alkohol, w wymiar własnego obłąkania, próbujący opatrywać rany na własnej psychice ranami na cudzym ciele. Ludzie powoli pozbywający się swojego człowieczeństwa. Podejmujący decyzję, które nigdy podjęte być nie powinny. Zdrada. Ucieczka. Izolacja od świata. Stawanie mu naprzeciw. Łamanie przyjaźni i związków jak suchych gałązek, wyjęcie pistoletu i pójście strzelać we własną lub cudzą skroń. Wiara w cuda. Świat zaszczuty okrucieństwem szwankującego wszechświata, świat, który traci kontrolę nad samym sobą, to, co wypracowane przez miliony lat, to co wprowadziło naszą rasę na jakże kruche miejsce władców świata zaczynają zastępować dzikie in instynkty. Wystarczy, że dzień stanie się dłuższy.

To tak się mnie ostatnio trzyma. Przebiega po plecach dreszcz cholera wie czego, gdy sprawdzam w internecie długość dnia i uświadamiam sobie, że mogę to zrobić, że to jest pewne i to wiadomo. Że tylko szesnaście godzin i trzydzieści trzy minuty, to poruszająco niewiele w kontekście doby, która mogłaby trwać tygodniami, rytm świata stał się nagle czymś nieskończenie ważnym, czymś niewyobrażalnie delikatnym. Prawa fizyki wreszcie przestały być tylko prawami, drobne procesy stały się wielkimi, historycznymi zmianami, które zaważyły o losach tysięcy dni. Naturalna kolej rzeczy, mikrozdarzenia wpływające na mijanie każdego poprzedniego dnia urosły do cudów. Świat stał się czymś więcej. Być może na krótko.

Normalność. Nic tak stabilnie nie trzyma przy życiu jak normalność.
[na olx ta powieść miewa absurdalne ceny, więc jeżeli ktoś ma ochotę zmierzyć się z końcem świata, a nie jest fetyszystą książek pachnących półką w księgarni to bardzo polecam.]

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s