Gorzkość śmiechu.

Antykobieta się chyba starzeje. To już? Tak szybko? Ukradkiem szukam siwych nitek we włosach, bezskutecznie, głupia ja, to zdecydowania za wcześnie*. Wodzę wzrokiem po twarzy, analizuję każdy milimetr pod kątem ewentualnych załamań w skórze, nie, anty, nie wygłupiaj się, jeszcze nie teraz, jeszcze mimo wszystko do tego daleko. A jednak, coś nie jest na swoim miejscu. Spoglądam wgłąb siebie. Dusza mi tetryczeje. I poczucie humoru.

Miałam się nie wkurzać. Ja naprawdę miałam się nie wkurzać i miałam nie krytykować, taki był plan, takie były zasady, miało być jak nigdy, wyszło jak zawsze.

Śmiejesz się. Śmiejesz się głośno i donośnie, widzę, jak ci oczy zaszły łzami, zupełnie nie do pary z szerokim uśmiechem na ustach. Rechoczesz radośnie klepiąc się w uda, czerwony na twarzy, oddech łapiesz z trudem, jeszcze chwila i braknie. Krzyczysz, że aż cię brzuch rozbolał, kiwam głową w pełni umiejętnie, żeby wyglądało, że niby współczuję, Choć w głębi serca szepczę, żeby bolało i żeby ci flaki poskręcało w serpentyny.

Bo mnie naprawdę trudno wyprowadzić z równowagi, urazę potrafię zwalczyć szybko i skutecznie, niesmak w ustach pojawia się i znika, poza tym jak wiadomo uchodzę za osobę, którą niewiele co obchodzi. Kiedy jednak ktoś przerwie delikatną błonę mojej obojętności, złość ogarnia mnie nagle i absolutnie, zapadam się w nią bez reszty i bez tchu, budzę się później zlana potem i rozdygotana, mając przed oczami obraz czystej destrukcji, pole minionej walki sponiewierane zbyt ostrymi słowami, które nigdy paść nie powinny. Czasami uspokaja mnie mrowienie w zaciśniętych pięściach, daje sygnał, że trzeba ochłonąć, bo ja naprawdę nie chcę nikogo uderzyć, a nieczęsto nieposłuszne dłonie mają na to ogromną ochotę. (Zupełnie poważnie rozważam kupno worka bokserskiego).

To jednak nigdy nie daje się zatopić w morzu obojętności, to zawsze przyspiesza ruch krwinek w żyłach, to wznieca wściekłość, to stopniowo przekształca się w frustrację, gdy znów nie potrafię upomnieć i nie potrafię zareagować. Wystarczy powiedzieć, prawda? Problem w tym, że z anty to taka wyjątkowo miękka ciapa.

Czarny humor nigdy się nie zestarzeje. Podobnie jak dzieci z białaczką! (hehehe)
Dlaczego a Afryce nie piją alkoholu? Bo się nie pije na pusty żołądek! (hehehe)
Czym się różni mały żyd od dużego żyda? Małemu nogi nie wystają z pieca! (hehehe)

Bo ja tak naprawdę nie jestem sztywna, nie aż tak, nie chodzę w wypolerowanych butach i nie prawię kazań, tak naprawdę lubię się śmiać i na wiele pozwalam. Ja rozumiem, że ludzie mają różne poczucie humoru i ja rozumiem że dystans. W pełni pojmuję i akceptuję fakt, że śmieszą wulgaryzmy i że śmieszy kupa, że życia nie można brać nazbyt poważnie, że kij z tyłka trzeba regularnie usuwać, bo inaczej smutek, depresja. Daleko mi od rzucania błotem w miłośników komedii powiedzmy, że niskich lotów, powiedzmy, że być może głupich. Daleko mi, ja nie chcę mówić ludziom co ma ich bawić, ale tu robię wyjątek, tu jestem stara, tępa i zacofana, przystaję przy tym, że tak nie można, że koniec i kropka. Zaszywam się w swojej konserwatywności i macham palcem przed nosem, ze wysiłkiem na twarzy, bo wiem, że to nic nie da, ale czasami trzeba wylać złość na świat i na głupotę, czasami od tego lżej na duszy.

Nosz (tu następuje fala bardzo nieprzystojnych kobiecie, nawet anty słów)! Jak tak można? No jak? Jak można być tak ślepym, jak można mówić rzeczy tak bardzo nieprzemyślane, tak bardzo okrutne? Jak można śmiać się, nie, zostawmy śmiech w spokoju, jak można te słowa przepuszczać przez gardło, jak mogą pojawiać się w czyjejś głowie? Zrozpaczona i zła na świat tupię nogą, ale odgłos ginie pod warstwą rechotu, zaciskam pięści i nabieram w płuca powietrza. By krzyczeć. Żeby ogłuchli raz a dobrze.

Chore dzieci. Klęski głodowe. Holocaust. To już szaleństwo, czy jeszcze błąd w rozumowaniu? To już bezczelność czy jeszcze tylko głupota? Zanik uczuć, na to się dzisiaj podobno cierpi, rozdawałabym tabletki, ale nie posiadam, ja podobno jestem bez serca i podobno taka niewzruszona, ale nie, czuję  że nie jest jeszcze tak źle, że aż tyle się we mnie nie rozminęło, że potrafię odczuwać lęk, smutek, gorycz, że ledwo, ale jeszcze widzę granice, przynajmniej mam świadomość ich istnienia. Uważam, że śmianie się ze śmieci i cierpienia jest pierwszym przejawem utraty człowieczeństwa. Wygasania emocji, obumierania rozumu. Gnicia uczuć, upadku duszy, czymkolwiek jest dla ciebie. Uważam, że to złamanie podstaw szacunku dla człowieka i poniżenie samego siebie. Uważam, że to ten moment, ten próg, na którym dystans i swobodę należy zatrzymać i zostawić w tyle. I niech mi nikt nie mówi, żeby dupy nie spinać, bo zepnę jeszcze bardziej i nie ustąpię, we własnej liberalności wyznaczam sobie granice przyzwoitości, wierzę, że istnieją. I jeśli nie skończyły się wcześniej, kończą się tu.

Nie powiem, że marzy mi się, by każdy kto wyśmiewa „mydła z żyda” zasłużył na podobne piekło, bo nie chcę, by ono kiedykolwiek istniało. Życzę sobie, by pewnego dnia usłyszał swoje słowa i poczuł jak bardzo są odrażające. By do niego dotarły, by go zabolały, by zdały się przerażające i obrzydliwe, życzę przede wszystkim wstydu.

Dystans. Dystans też niestety trzeba mieć z klasą.
*Wiem, spaprałam, kiedy jest się równie młodym każda oznaka kojarząca się ze starością wydaje się odległa o dziesięciolecia.

Advertisements

5 thoughts on “Gorzkość śmiechu.

  1. Kasia

    Uwielbiam to jak piszesz. Twoje słowa mają taki specyficzny charakter, taki klimat, że trafiają do mnie jak nic innego. Przeczytam i myślę, zastanawiam się i analizuje, bardzo działa to na mnie.

    Co do tych nowych i ostatnio bardzo popularnych „suchych żartów” to powiem, że ja ich totalnie nie rozumiem. Zadaję sobie tylko pytania kto takie coś wymyśla, co w tym śmiesznego i skąd biorą się ludzie, których to śmieszy. Chyba nigdy nie zrozumiem świata w pełni.

    Lubię to

    • antykobieta

      Dziękuję :). Zadziwia mnie, że więcej hejtu leje się na tych co ich bawi słowo „stolec” niż na miłośników dowcipów o paleniu ludzi w piecu :/. Moją bolączką jest to, że wiem, iż nie zrozumiem, ale nadal próbuję i będę próbować. Pozdr,

      Lubię to

  2. Marta

    Za wcześnie na siwe włosy? Jeju, to ile Ty masz lat? U mnie pierwsze siwe pojawiły się na początku epoki nastu lat. Paskudne geny… że też musiałam to odziedziczyć! Podoba mi się to, jak piszesz. Cenię sobie w ludziach nutkę cynizmu ;D Niestety społeczeństwo mamy takie, że większość zadowoli „byle co”.

    Lubię to

    • antykobieta

      Hmmm… Zepsułam tekst 😦 Faktycznie, koleżanka w tym samym wieku ma już kilka, zapomniałam o tym, u mnie w domu wszyscy zaczęli siwieć późno. Lat mam bardzo niewiele, nie wiem czy powinnam się przyznawać, nie chcę żeby moje teksty były przez to gorzej odbierane :/

      Lubię to

  3. Monika Dudzik

    Lubię się czasem pośmiać z jakiegoś suchara, ale jest pewna grupa żartów, która mnie w ogóle nie śmieszy. Przeraża mnie to, ile we współczesnym świecie jest obojętności na ludzkie cierpienie i nieszczęścia i przeraża mnie to, że wszystko staje się obiektem żartów. Przeraża mnie znieczulica.

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s