Nieskładny tekst pisany na kartce o 3:30

Kolejną noc z rzędu otwieram oczy stanowczo za wcześnie. Panujące upały usypiają mnie o porach absurdalnych i wybudzają mniej więcej godzinę później, nie umyka mi to, co powinno zostać słodką tajemnicą mijającej doby, utykam w gęstej ciemności i niezachwianej ciszy, wsłuchując się w swój oddech. Kolejne lato oswajam się z nocnym życiem. 

To jest najważniejsze. Żeby się nie obudzić. I niedobrze, że snu nie da się zatrzymać w miejscu, nie da się usidlić, gdy próbuje uciec, choć może i dobrze, chwilami potrzeba sił odgórnych, by otwierać oczy, od tego łatwo można by się uzależnić, tak sądzę. W każdym razie nie mam kontroli i to nigdy nie jest ani potrzebne ani wygodne, gdy człowiek wie wystarczająco mocno, że kiedyś musi wstać, to nie jest wygodne, bo nocami czas nie mija, a sen, sen daje cudowną możliwość przeskoczenia etapu niemijania, bez niego tkwię w zawieszeniu patrząc jak wskazówki zegara obłudnie przesuwają się w ustalonym rytmie, chciałabym roześmiać się prosto w tarczę, ale ja nocami nie lubię hałasu. Żadnego. Ani nadmiaru światła. Chodząc ostrożnie stawiam stopy.

Temat nocy: czy dziwnym ludziom śnią się dziwne sny? Sytuacja na promie kosmicznym w roku 2085. Dwóch Hitlerów drze mordy na złość sobie przesuwając dźwignię. Dźwignia nic nie wnosi. A ty jesteś superbohaterem, bo zasnąłeś i obudziłeś się siedemdziesiąt lat później młody i jędrny, to cię wzięli, dziękuję.

Nie mogę przestawić się z trybu snu na tryb czuwania, ciągle coś mi się wydaje niespójne i niedorzeczne, chwilę temu biegałam za toaletą w uniwersytecie chodzenia bez butów w dwóch różnych szpilkach, chwilę temu robiłam test na płeć, żeby dostać się do damskiej, teraz leżę i patrzę w sufit zupełnie zmęczona, podnoszę ciężką głowę i idę do kuchni, na palcach i bez kapci. Nagle nie mam siły i nagle obraz mętnieje mi przed oczami, mięśnie osłabły całkiem i bezczelnie, pięści nie dają się zacisnąć, zaciskam mimo to, żeby nie było, podobno nie ma rzeczy niemożliwych, a ja bardzo nie lubię tego stanu odrętwienia. Biorę butelkę wody, opróżniam połowę, biorę do pokoju, chce mi się pić, bardzo, ale bardzo. Jest gorąco. Zbyt gorąco by spać.

noc: obróć się za siebie.
antykobieta: nie zrobię tego.
noc: obróć się. Pokażę ci coś ciekawego.

I obracam się, i dłonie mi drżą, chociaż nie powinny, ale nie, kolejny raz dałam się nabrać, kolejny raz spoglądam za siebie zupełnie bez sensu, karcę się przelotem, że ja taka głupia, karcę się, żeby nie myśleć, gdy będę wracać, na tym to polega, żeby nie myśleć, żeby się nie zastanawiać, ostatecznie i tak nic z tego nie wyjdzie, mózg nie daje długo trzymać się na wodzy. Błądzę po domu bez sensu i za wodą, próbuję dusić w sobie wszelkie lęki, bo widzicie, noce mają to do siebie, że prawa logiki ignorują z największym przekonaniem, a ja im ufam, bo wszystko to ze mnie wyłazi i burzy się w głowie i w pewnym momencie jest mi już wszystko jedno. Stąpam po korytarzu bardzo powoli, bardzo nieufnie, mam w głowie wszystko, tylko nie to co potrzeba, mam kadry z horrorów i opowieści o duchach i obozy zagłady i trochę wkładu własnego, nigdy umysł nie jest tak nieposłuszny i tak bezczelny jak nocą, dość tej samowolki, kwiatki kurde kwiatki, na zielonej łące, kwiatki i słońce, trawa zielona, a w trawie zwłoki i tyle w temacie. Cienie przesuwają się po ścianach, wracam do łóżka.

Samochód przetacza się za oknem, myślę – morderca, bo jest trzecia piętnaście i o tej godzinie chce się tylko pić wodę i zabijać.

Liczę, ale nie owce, to zbyt monotonne, zbyt regularne, cholerne białe prosięta nie dają rady, nigdy nie dawały, robiło się przed oczami tylko biało i puszyście i przybywało frustracji, bo między pięćdziesiątą ósmą rozum uciekł w jedną stronę, a zwierzęta w drugą, stado się rozpierzchło, myśli razem z nimi, wciąż jesteśmy w tym samym miejscu równie rozbudzeni. Liczę więc pole i powierzchnię bryły obrotowej, to nie pomaga, ale zajmuje moment i skupia umysł w konkretnym miejscu, to bardzo cenne gdy czas nie mija, a ja lubię liczby i lubię układać je w rzeczy realne, a nocami, nocami wszystko zahacza o szaleństwo.

Leżę.
Piszę, bo rozegnane myśli potrzebuję uporządkowania.
Przewracam się między pozycjami równie niewygodnymi.
Czekam.

Zasnę kiedyś. W końcu zasnę. I wtedy kolejna noc będzie już za nami. 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s