Dialogi wewnętrzne 1# – Pustki.

Bo plan był taki, że będzie mnie tu dużo jak jeszcze nigdy i że się ode mnie nie odpędzicie. Taka będę aktywna, taka głośna i taka kolorowa, miałam kruszyć klawisze, kruszyć wasze mózgi, nie spać po nocach, zdzierać opuszki palców, podbijać świat. Taki był plan, że będziecie mną rzygać tak tu będzie tłoczno. I co? I nic.

A ja naprawdę chcę, żeby #antykobieta przeżyła. Zbyt dużo przerobiłam blogów co zostały porzucone, co zarosły mchem, zbyt dużo tego było i teraz już nie ma, kilka z nich naprawdę lubiłam, kilku żałowałam, z tym miejscem miało być inaczej, na dobre, na złe i po grób. Ja wiem, za każdym razem tak sobie myślałam, że idzie rewolucja, za każdym razem wiodłam plany i miałam duże marzenia, ale teraz to ja tak naprawdę i na serio – inaczej – teraz wiem już trochę więcej, trochę więcej niż na początku, a ponad wszystko to, że takich wiar jak wiara, że się uda tak łatwo porzucać nie można. I naprawdę było fajnie, i naprawdę potrafiłam zagryźć zęby, żeby ciągnąć dalej, naprawdę mi się podobało, że idzie tak dobrze i tak prawdziwie, pierwszy raz nie postawiłam ani na ilość ani na jakość, postawiłam na szczerość i to zadziałało. Na mnie zadziałało, poczułam, że mi z tym dobrze, a o to chodziło. Ustaliłam rytm, który udawało mi się utrzymać, wzięłam rozpęd i biegło nam się fajnie, ale teraz pierwszy raz walnęłam o ścianę, pierwszy raz rozbiłam się o pustki w głowie i o poczucie, że nie mogę i że znowu skończymy jak kończyliśmy. I teraz panikuję. Tak wcześnie? Jeszcze nawet nie dostałam zadyszki.

Pustki. Pustki w głowie przede wszystkim i taki brak poczucia, że można wycisnąć z siebie jeszcze trochę. Brak pewności, że będzie jak nigdy, a to tyle siły to wydobywało i energii, i tak mocno dawało po mordzie, że aż się chciało siedzieć po nocach i walić w te klawisze, a teraz nic. Teraz tylko przewlekłe niedobory czegokolwiek i palce zawieszone nad klawiaturą, zero słów wstępu i zero rozwinięcia, nie wiem o czym pisać i jak coś z tego ulepić. I ja wiem, może to zwykła blokada, może minie, ale mnie po prostu bardzo źle z myślą, że mogę znowu zawalić.

Przyłapuję się na tym, że szukam w internecie propozycji, o czym pisać. Brat podpowiada, że mogę zrobić taki sama, bardzo mądrze, wstańmy i klaszczmy, gdybym wiedziała jakie tematy poruszać, kiedy się nie wie i nie może to bym je dawno wykorzystała. Tymczasem nie wiem. Czas mi umyka, próbuję przypominać sobie o jego istnieniu i o tym, że nie da się go cofać, inaczej mam wrażenie, że gubię minuty przy każdym kroku, a to nie jest miłe uczucie.

Zapycham pustki byle czym.

Oglądam pierdoły zupełnie biernie i zupełnie bez sensu. Ogóra na przykład. Nie żeby Ogór nie dawał mi radości, to kolejny serial o gejach, co w moim przypadku mówi samo za siebie i tak, wiem, mam nawalone we łbie. Z całym szacunkiem do mojej własnej osoby, łagodniejsze słowa nie przystają żadnemu z moich licznych ataków niepohamowanego rozczulenia. Nie wiem skąd to mam ani po kim, ale zupełnie przewraca do góry nogami moje spojrzenie na cokolwiek. I filmy zaczynam oceniać niemal bezkrytycznie, bo mi się priorytety poprzestawiały na zupełnie dziwne i zupełnie nieakceptowalne nawet przeze mnie, koleżanka się skarży, że jej to się sami rudzi podobają, a ja bym sobie w pysk dała, chociaż takiej ładnej mordy to jednak trochę szkoda, bo przyłapuję się na tym, że przykro mi, że mój przyszły teoretyczny facet nie mógłby być gejem. Cóż. Przyjmę sprawny mózg w rozsądnej cenie.

Opycham się. Jem grejpfruta, mam na niego sposób. nie pamiętam od jak dawna, od zawsze chyba. Jako szczenię przekrajałam go na prostopadle do soczystych cząstek, posypywałam obficie cukrem, by zabić gorycz i jedno pół dawałam dziadkowi, jadłam łyżeczką wygrzebując miąższ. Teraz dziadek nie zawsze ma ochotę, ale mnie zwyczaj pozostał, chociaż biurko się całe lepi i ręce i klawiatura, ja wiem, ble. Kocham też czereśnie, nawet bardziej, uwielbiam ich okrągłość i głęboki kolor, uwielbiam pestki i ogonki rzucane za siebie na trawę jak gdyby nigdy nic, bez wyrzutów sumienia, kocham, gdy pękają pod siekaczami i barwią opuszki palców na ciemnoczerwony kolor. Zmywam go wtedy ciepłą wodą jakbym zmywała krew z rąk, uśmiecham się, bo tak to wygląda.

Przeglądam Facebooka, ostatnio spędzamy razem dużo czasu, to wbrew pozorom nie aż tak normalne, jeszcze niedawno wchodziłam tam rzadziej niż od święta, zupełnie nie mogłam obyć się z myślą, że coś takiego może zapełniać czas, teraz zapełnia go sporo, większość pustych minut, których nie ma gdzie upchnąć w dobie. Obecnie przywykłam do tego na równi z korzystaniem z telefonu, chociaż ludzie jeszcze się dziwią, że odbieram, gdy dzwonią. No cóż. Trudno mieć do nich o to pretensje, przez ostatnie lata skontaktowanie się ze mną zahaczało o cud, podłączanie telefonu do ładowarki było wówczas tak drobne i nieistotne. Scrollując tablicę natrafiam na zdjęcie głodnego murzynka. Ok, koniec, dzisiaj już koniec, kto wie, co jeszcze znajdę, być coś gorszego, być może już nie zasnę, nie wiem jak wy, ze wszystkich strasznych zdjęć pałętających się po sieci najbardziej przerażają mnie te, na których żebra zbyt wyraźnie oznaczają się pod skórą, a kończyny są za cienkie. Jak zapałki. Nie, dość internetu.

Po jaką cholerę ja to piszę? Powiedzmy, że żeby przepchać tą blokadę. Żeby się rozruszać, bo widzicie, najłatwiej się narzeka i popycha głupoty, ale ja nie chcę narzekać, nie chcę marudzić, nie lubię, po prostu nie lubię, dlatego bredzę od rzeczy i liczę, że coś ruszy. Nadmiar wolnego czasu okazał się bardzo destrukcyjny, okazuje się, że trudno pisać, gdy nic się nie dzieje. Muszę odnaleźć plan B, tak łatwo się nie oddamy. Póki co próbuję nie być sfrustrowana i ciągle pamiętać. Pomyśl, anty, to twoja domena, myślimy w jasnych barwach, trzy cuda dalej. No myślimy.

Enjoy (oby)

Reklamy

4 thoughts on “Dialogi wewnętrzne 1# – Pustki.

  1. Monika Dudzik

    Nie da się uciec od twórczego kryzysu. Nie da się i tyle. Pewnego pięknego dnia okazuje się, że budzimy się z pustką w głowie i koniec. I wiesz co, lepiej sobie pobredzić od rzeczy niż gapić się w pustą kartkę. To pomaga. W końcu zaskoczy.

    Polubienie

  2. D.

    A mnie ciekawy czy wierzysz w Boga?
    A co bloga. Zmień wygląd. Zacznij się zastanawiać co sprawia, że blogi cię tak szybko nudzą. W moim przypadku lubię zmieniać adresy, wyglądy, tematyki bloga.. Ale się przełamałam. Nie zmuszam się. Piszę kiedy mi się podoba. Powoli dryfuje…

    Polubienie

    • antykobieta

      Nie, nie wierzę :). Z tym wyglądem to ciągle eksperymentuję, ale jeśli coś jest nie tak, to tę jedną akurat mogę zmieniać tu dla innych, w końcu to nie ja mam to czytać (chociaż to robię…). Zastanawiałam się i nie doszłam do żadnego wniosku, chyba po prostu muszę poczekać, aż w moim życiu coś się zadzieje im znajdę więcej inspiracji :). Ale dzięki za radę. Pozdr,

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s