Głupotki.

Siadanie do klawiatury z zamiarem napisania o wyjątkowo dużych drobnostkach.

Szczęśliwe zakończenia. W całym zakresie swojej tolerancji nie umiem pojąć innej postawy, to przecież takie ładne i takie pocieszne i tyle czasu oszczędza, nie trzeba marnować cennych minut dnia codziennego na badanie prawdopodobieństwa pomyłki lekarza stwierdzającego zgon w przypadku utraty dziewięćdziesięciu procent krwi… Bo te filmy na przykład to mi się nawet zdarza przeżywać i naprawdę lubię odchodzić od nich ze spokojną głową, choćby to kosztowało  nagięcie wszelkich granic logiki.

Książki na półce ułożone wedle schematu narzuconego z góry. To jedno z niewielu miejsc w moim życiu, w które wkrada się porządek, zabawne, wiecie, ja z tym słowem naprawdę mam niewiele wspólnego. Ale bolą mnie zabrudzone okładki i pozaginane rogi, boli czekolada na brzegu kartki i przetarte krawędzie, ja wiem, niepotrzebnie, nie lubię perfekcjonizmu u siebie, czuję, że marnuje mi czas i nerwy, to kolejne pojęcia zupełnie mi obce, chwała tym, którzy z czystym sumieniem dążą do zrobienia czegoś dobrze i do końca. Moje książki absolutnie nie są w doskonałym stanie, choć bym chciała żeby były, ale widzicie, mnie się w rękach wszystko w proch obraca i sypie, a ja wolę już korzystać z tego dobrodziejstwa tak, żeby było ono strzępach niż żeby na mnie z półki patrzyło nigdy nieruszane. Nie mam tego szalenie dużo, bo by mój portfel za bardzo płakał, głównie wypożyczam, co mi się spodoba szczególnie, ląduje na półce, stąd bardzo niewiele odpadu. Powieści pedantycznie ustawiam tak, by ulubione nie stykały się z tymi, które przestałam już rozumieć. Lubię też oryginalne okładki.

Zaczynanie jedzenia loda od czekolady, odrywam grube warstwy zębami i dopiero zjadam, to mi sprawia ogromną, niewytłumaczalną przyjemność, żałuję tylko, że tej czekolady nie da się odłożyć, bo ja z tych, co najlepsze elementy dania zostawiają na koniec. Znajdowanie strategii jedzenia kanapki tak, by najlepsze zostało na ostatni gryz.

Płynny strumień mowy. Zawsze zastanawiam się, kiedy się zatnie, ja zawsze się zacinam, prędzej czy później muszę zaplątać się we własne słowa, zapomnieć, ominąć, pomylić się, zejść z toru, wrócić na miejsce, no wiecie, w gadaniu to ja jestem raczej bardzo kiepska. Mówię dużo i bardzo szybko, zaczynam kilkanaście tematów naraz, czasami któryś kończę i nigdy tak naprawdę nie wiadomo o co mi chodzi. Dlatego piszę, to o wiele łatwiejsze.

Rosjanki mówiące po angielsku. Jest to kolejna z szeregu moich niezupełnie normalnych przypadłości, ale tak, zdecydowanie, mogę tego słuchać bez końca. Zwłaszcza, gdy Rosjanka jest bardzo rosyjska, to znaczy taka jak mi się wydaje, że powinna być, to jest blada, to jest blond włosa, harda, mocna i zimnej krwi, a ja mogę sobie wyobrażać, bo na wschodzie nigdy nie byłam. Piękne kobiety. Wracając – język angielski sam w sobie, choć używanie go, mimo chęci szczerych i ogromnych sprawia mi sporo problemu. Uwielbiam go słuchać, kocham subtelność brytyjskiego akcentu, często wracam do serialowych scen lub wywiadów wyłącznie po to, by delektować się pojedynczymi słowami. Dreszcz ekscytacji wywoływany absolutnie osobistymi dziwactwami.

Wychodzenie z domu bez makijażu. Kocham to, że mogę potrzeć oczy bez skutków ubocznych i że wtedy czuję się taka lekka, czysta i obojętna, nie każdy lubi, ja wiem, ale mnie tak dobrze, nie bez powodu jestem antykobietą. Z rozkoszą ignoruję wszelkie mankamenty urody, by przekonać się, jak dobrze mogę czuć się we własnym ciele, taka bzdura, widzicie, ja uwielbiam być przekorna wobec rzeczy teoretycznie mogących wywoływać niezadowolenie. Lubię wierzyć, że nie mam wobec swojego wyglądu żadnych zobowiązań i nikomu nic do tego. Uśmiechanie się do zdjęć pełnią krzywych zębów. Mówienie, z przekonaniem, że się ładnie wyszło, chociaż to nie prawda.

Śmianie się głośno i do wspomnień.
Udawanie przed wszystkimi, ze są słowa, których nie ma.
Plaski z dużymi kawałkami jabłek.
Nieubieranie się elegancko.
Publikowanie posta w terminie (na pewno nie tego).
Poruszanie się w podskokach.
Zabawne rzeczy, które rozumiemy tylko my.

Spotkałam dzisiaj nauczycielkę chemii z gimnazjum. Jest tak samo mała i tak samo ruda i nawet tak samo śmieszne się ubiera, wspominam ją dobrze, nigdy w życiu mnie niczego nie nauczyła. I uśmiechnęła się wtedy tak miło i tak serdecznie, że do teraz mnie trzyma. Życzliwość.

Advertisements

4 thoughts on “Głupotki.

  1. Ehdi Mars

    Fajnie jest doceniać drobnostki 😉 to jest naprawdę podstawa szczęścia. Też lubię zostawiać sobie przyjemność na koniec, mam swoje metody jedzenia np. ptasiego mleczka, czy lodów na patyku ;). Czasem ludzka życzliwość potrafi dodać mi skrzydeł. Mam nadzieje, że w naszym kraju będziemy się częściej uśmiechać.

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s