Otwórz oczy, zamknij buzię.

– Co o tym sądzisz?
Milczę. On mnie zagiął, a ja nie byłam przygotowana. Co odpowiedzieć?
– Słucham? – pytam, by zyskać chwilę.
Po głowie plącze mi się wszelki chaos. Tylko tej jednej myśli nie mam w zanadrzu.

I wtedy mnie zaczyna dręczyć, czy faktycznie powinnam. Czy chcę być człowiekiem aż tak obeznanym w świecie, czy muszę mieć zdanie, czy muszę mieć je teraz, czy przypadkiem nie  powinnam dać sobie trochę czasu. Zaczyna mi doskwierać potrzeba bycia cicho, to nigdy nie umyka uwadze, że się za dużo powiedziało i zawsze gryzie. Ja nie chcę żeby gryzło. Ja zwykle wiem, że wbrew pozorom nie rozepchnie mnie od środka to wszystko, co mogłabym mieć do powiedzenia i nie pęknę, że to nie aż tak ważne, bym mówiła tu i teraz, że mogę poczekać.

Ale czasem mi się z gardła wyrywają słowa i czasem nie wiem co z nimi zrobić, ucieka ich ze mnie mnóstwo i żadne nie jest właściwe, ale mówię, bo lubię mówić i bo nie potrafię się hamować. Powinnam. Doskonale wiem, że powinnam, bo głęboko wierzę w potrzebę przemilczenia, wierzę przeważnie, nie wtedy gdy emocje biorą mnie żywcem i sprzedaję duszę diabłu za dostanie się do głosu, nie wtedy. Wówczas to mi się w głowie przestawia jak nigdy, wówczas za szybko macham rękami i krzyczę bez powodu, wówczas wydaje mi się, że powinnam coś powiedzieć, że muszę, że to potrzebne i inaczej mnie rozerwie, zdaje mi się, że wiem, że głoszę świętą prawdę. To mnie przejmuje i puszcza po czasie, wówczas to opada, i ręce mniej drżą i głos się nie łamie aż tak i wówczas dociera do mnie, że ja cały czas nie miałam nic sensownego do powiedzenia. To właśnie tak dokuczliwie uwiera.

Milczenie bywa trudne, wiecie? Milczenie bywa tak bardzo skomplikowane.

Bardzo szanuję ludzi, którzy mówią, że nie wiedzą. Którzy wzruszają ramionami i na tym kończą. Szanuję ludzi, którzy uznają tajemnice niezależnie jak wysoko stoją, niezależnie ilu im pod stopy pada, niezależnie dlaczego, widzicie, to nie tak, że ja w was zupełnie nie wierzę, po prostu wolę sądzić, że świat ma przed nami jeszcze wiele ukrycia. Cenię w ludziach świadomość, że nie jesteśmy tu bogami, że nie wiemy wszystkiego, że możemy się mylić. Że nie trzeba odpowiadać, gdy jest się zapytanym, że nie zawsze trzeba mieć pewność, czasami nie da się jej mieć, gdy się pomyśli trochę dłużej…

Chciałabym być taką, co zamyka pysk, jak już się zorientuje, że szczeka od rzeczy.

Uczę się nie mieć nic do powiedzenia, uczę się nie czuć odpowiednim człowiekiem, by otwierać usta. Nie będzie na tym blogu wielu ważnych spraw, bo ja się po prostu czasami nie czuję, nie czuję się kompetentna, by rzucać słowami, które tak mi obco brzmią. Zmywam z siebie strugi ludzkiej mowy, opływające brakiem pokory, mowy pustej, mowy przesiąkniętej cuchnących przekonaniem, że my wiemy i że możemy osądzać. Ja się czasem łapię i czasem mi się zdaje, że mogę zrozumieć, że dobrnęłam do sedna, ale to takie głupie, wiecie? To takie naiwne, kiedy się myśli, że można poznać sytuację, nie czując jej. Mamy rocznicę powstania, gdy wystukuję tę linijkę, bo wystukuję wcześniej, topię się w nadmiarze zdań wszechwiedzących, topię się w zbyt głębokim przekonaniu, że starczają zdjęcia i starcza encyklopedia, by móc osądzać. Ja nie wiem, może, ale dla mnie to za mało, bo ja na wojnie nigdy nie byłam i nie wiem czym bym się stała pod ostrzałem, nie wiem czy by było warto. Ja broń miałam w ręku raz, nienaładowaną, bo mi wujek strzelbę pokazał i od razu zabrał. Ja nie wiem. Postanowiłam się nie wypowiadać. Nie też nosiłam nigdy pod sercem człowieka, nie czuję się upoważniona, do roztrząsania matczynych sumień, nigdy nie umierałam i nie pałętałam się po dnie. Nie chcę mówić o ludziach zupełnie obcych, nie znając każdej wersji siebie.

Nikt za mną nie podąża, nikt nie słucha mnie, szukając prawdy, nie dźwigam na plecach odpowiedzialności za chaos w cudzej głowie, ja sobie mogę teraz gadać i gadać, mogę pleść bzdury i w sumie będzie dobrze, mogę międlić jęzorem do ściany i do odkurzacza, mogę, dlaczego nie? Nic z tego nie wyniknie. Jednak gdyby stała wyżej, gdyby mnie słuchano musiałabym na słowa uważać trochę bardziej. Musiałabym dbać, by nie były puste w środku i nie dusiły w sobie bzdur, to istotne, myślę, że to istotne. Kiedy wie się, że inni mogą uwierzyć ci za bardzo, trzeba w rozmowie być niezwykle ostrożnym. Ale czasami się nie wie, prawda? Wcale lub niewystarczająco, to drugie niezwykle trudno sobie uświadomić, drobne okruchy całości faktu łatwo przejmują władzę nad poglądem i pojawiają się myśli całkiem płytkie, całkiem niedociągnięte. Czasami mimo chęci jest się rozdartym na pół, nie ma się pojęcia, czasami świat jest za mało czarno-biały by być przekonanym. Można wymyślać na poczekaniu albo milczeć, albo mówić rzeczy puste i bez poparcia, albo… no właśnie.

Nie teraz. Po prostu nie teraz. Powtarzam to sobie w głowie i liczę, ze zadziała. W okół mnie, odkrywającej życie całkiem na świeżo roztacza się milion wielkich, szumiących spraw, o których nie mam pojęcia, tyle się dzieje, o tylu rzeczach mówią, a ja próbuję się do tego odnieść. Próbuję się w to wpasować, wyrobić sobie zdanie, odpowiadać na pytania i je sobie zadawać, to żmudne i męczące, ale to rozwija. Niemniej tak często gdy się zastanawia za długo to się zupełnie nie wie co myśleć. Nie wie się jak do tego podejść, z perspektywy samego siebie. I zdarza się że tak mi to zagraca głowę, że już tego unieść nie mogę, że zamykam sobie oczy na jedno, by myśleć drugie, a przecież nie można. Tyle jest spraw, o których chciałabym mieć pojęcie, ale nie mam. Tyle jest dużych afer, w których chciałabym zająć miejsce, ale cóż, jestem po środku lub zupełnie poza, bywa, że się nie odnajduję, bywa bardzo często i to wzmaga gniew i frustrację i to mnie męczy i tak się cieszę, wiecie, cieszę się, że to pisze, bo nareszcie wiem co z tym wszystkim zrobić. Wiem jak ten jad w sobie zgasić, jak pozbyć się bólu wewnętrznego rozdarcia, wiem co zrobić, by w tym wszystkim nie zgłupieć i nie szukać odpowiedzi na siłę. Uwierzyć, że nie muszę wiedzieć i nie muszę wybierać. Dać sobie odetchnąć i dać sobie czas. Może to przyjdzie samo. Może do końca życia będę tutaj taka poplątana.

– Pytałem: co o tym sądzisz?
Spoglądam mu w oczy z wahaniem.
– Nie wiem Serio. Nie wiem.

(wpisu zbiorczego nie będzie, ponieważ lipiec był tak absolutnie pozbawiony wszystkiego, że aż mi szkoda palce męczyć)

Advertisements

8 thoughts on “Otwórz oczy, zamknij buzię.

  1. Wera Zuliwa

    Twoja wypowiedź o Powstaniu już jest jakąś oceną: sugerujesz, że nikt w zasadzie oceniać Powstania nie może, jeśli tam nie był. Tym sposobem praktycznie żadnych wydarzeń historycznych oceniać nie sposób. Nie jestem przekonana, że to dobre wyjście.

    Lubię to

    • antykobieta

      Ale ja naprawdę się nie chcę nikogo czepiać :(. Wbrew pozorom wszelkie opinie na ten i inne tematy przyjmuję pokojowo, nie muszę mieć przecież racji. Niemniej chciałam przekazać tutaj, że lubię postawę podchodzenia do spraw ważnych i ciężkich z pewnym „dystansem”, lubię umiejętność zdawania sobie sprawy z tego, że czasami nie możemy wiedzieć wszystkiego. I że jeśli nie jest się pewnym lub nie może się być pewnym to nie warto (moim zdaniem) ferować ostrych wyroków i trwać przy nich bez końca. Absolutnie nie uważam, że powinno się te sprawy olewać 🙂 To rzeczy jak najbardziej warte refleksji. Ale zawsze miałam drobny problem z przekazywaniem tego, co mam do powiedzenia. Pozdrawiam!

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s