Kwiaty

Ogród.

Mówi pani, że nie rozumie, mówi z kwaśnością w głosie, z goryczą w gestach, z nosem zaczepnie zmarszczonym, zupełnie brzydko, zupełnie nie do pary względem rysów twarzy. Złośliwe ogniki źrenic igrają ze mną w nadmiarze czasu, ja podlewam rośliny, pani pyta czemu tak, a nie inaczej. Zupełnie jakby chciała pani wiedzieć. A przecież nie chce, czyż nie? Stwierdza pani, że gówno prawda.

I że zupełnie nie rozumie, dlaczego ja tak z tą konewką tam i z powrotem, po co tak dźwigam, przecież jest wąż, to szybsze, to łatwiejsze, nie namęczę się oblewając zimną wodą sprażone w słońcu liście, mówiąc „wasze zdrowie”, a wiadomo kolana, wiadomo – kręgosłup i przede wszystkim czas. Przewraca pani oczami gdy staram się wyjaśnić, że ja niekoniecznie lubię tak wszystko teraz i natychmiast, że nawet mi na zdrowie wyjdzie, bo trochę słońca złapię i trochę świeżego powietrza, że ja nie znoszę otwartych przestrzeni, bo mi na nich nudno, a tak mam co robić. Inaczej bym się w domu zaszyła, zażerała niepotrzebne minuty twardymi karmelkami i tłuszczu by mi nad kolanami przybyło, a to jeszcze nikomu nigdy nie wyszło na zdrowie.

Pyta pani, gdzie ja mózg podziałam, odpowiadam, że nie podziałam nigdzie, jest w szufladzie cały i bezpieczny, nie używam, bo nie działa. Pani się puka w czoło i pyta czy mi czasu nie szkoda. No nie szkoda. Bo pani ma lat sześćdziesiąt parę, zanim ja się tylu dorobię to zdążę jeszcze te kwiatki podlać miliard razy.

Pyta pani o stertę włosów na głowie, dlaczego nie obetnę, dlaczego nie okiełznam, obcinałam całe życie, kiedyś trzeba zrobić na złość samemu sobie. Kłują panią w duszę ubrania, czy nie było jakiś innych? bardziej dziewczęcych może? bardziej eleganckich? no żeby jakoś wyglądać, tak do ludzi a nie do obory. Pytam kwiatów, czy im nie przeszkadza, że ja taka niewyjściowa z samego rana, krzywi się pani jakby coś nieświeżego zjadła, może i tak być, prawdopodobnie byłby to problem, prawdopodobnie poważniejszy niż moja konewka, ale ja tam w cudze priorytety z butami wchodzić nie lubię.

Odchodzę. Woła pani jeszcze, że zupełnie nie rozumie.
I dobrze.
Tak naprawdę nie ma takiej potrzeby.

(tekst o kant dupy potłuc, ale chora byłam [dwa dni] i na rozruszanie starych kości postanowiłam wrzucić coś mniej błyskotliwego.)

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s