Dobrość.

Czasami to ja bym się chciała na ludzi obrazić.

Brodząc po kostki w kałużach żółci, która leje wam się z pyska zdarza mi się, że opadam z sił zupełnie. Że nie mogę tak po prostu, nie mogę na to już patrzeć, nie mogę tego czuć, omdlewa we mnie moja wewnętrzna łagodność i nagle chciałabym mówić do was głosem ostrym, a najlepiej krzyczeć. Bo ile można pluć? Ile można mówić o zabijaniu? Ile machać w górze plastikowym karabinem i strzelać z niego słowami, jakby się miało jakąś moc i jakiś przywilej, jakby to nic nie znaczyło, a przecież znaczy. I tak sądzę, że dużo, w końcu broń, której nie trzyma się w rękach nie waży wiele, nie ciąży też odpowiedzialność ani godność ludzka, możemy więc mordować się długo i powoli. Od środka. Mnie ta cała rzeź męczy ostatnio wszczególnie mocno.

Brakuje mi cierpliwości, a mam jej wyjątkowo dużo. Potrafię w nieskończoność wbijać wzrok w punkt nieruchomy, zastygnąć w kamień i nie rusza mnie nic. Ale czasami, czasami wystarczy, że patrzę na litery ułamek chwili i już nie mogę więcej, bo mam w głowie swoje plastikowe ideały i nagle chciałabym wam pozamykać usta. A potem okazuje się, że mam tylko dwie ręce i perspektywicznie tracę wszystkie siły.

Tylko że ja ludzi kocham do szaleństwa i na wieki. I gdy podnoszę głos to on mi się zapada w gardle i w sercu topi. Mimo, że tak często gryzą i szczekają bez powodu. Mimo, że się mówi. Mimo, że sama widzę. I słyszę. I czasami mi niedobrze. Mimo wszystko.

Bo wrzesz, ale nie parzysz.
Bo proszę o pomoc, a ty nie przewracasz oczami, bo mówisz mi, że dam sobie radę i nagle mogę wszystko, nagle jestem niezniszczalna.
Bo czytałam w sieci, że ktoś wziął z ulicy psa z duszą na wierzchu, a ja bym mimo wszystko nie potrafiła.
Bo się pomaga.
Bo się kocha.
Bo nie bierzesz rachunku za miłe uśmiechy, choć sama czasem pragnęłabym ci płacić, to mi daje tyle, że nawet nie wiesz, kiedyś ci o tym powiem prosto w oczy, jak nie braknie mi odwagi.
Bo patrzysz na mnie jak na człowieka i nie potrzebujesz powodu, bo dajesz mi szansę pokazać to co mam w środku.
Bo mogę chować się, rosnąć w twoim cieniu, bo wiesz jak być silnym i odważnym i że to duża odpowiedzialność, wobec nas, wobec tych maleńkich.

Uwielbiam was mimo wszystko. Nie zniszczcie tego. Nigdy. Proszę.

Reklamy

3 thoughts on “Dobrość.

  1. Martyna

    Uwielbiam ten tekst. Mam wrażenie jakby to były moje słowa. Opisuje on tak dobrze moje częste odczucia, że czuję, jakby te słowa zostały wyjęte z mojej głowy. Naprawdę to niesamowite uczucie. Prawda i szczerość, które tu są aż mnie powaliły i nie wiem co mam dalej pisać. Napiszę więc tylko proste: Dziękuję. Dziękuję za ten post, za tego bloga i za to, że piszesz.

    Pozdrawiam!

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s