Zachowania bezpieczne w dobie kryzysu.

Czasem. Czasem dopada bylejakość. Dopada zmęczenie i rozczarowanie światem, dopadają chwile złości na zjawiska błahe i codzienne, dopada poczucie, że jest się smutnym po pierwsze i po drugie smutnym dodatkowo, gdy się nie wie dlaczego. I wtedy to by się komuś najchętniej rozłupało czaszkę, ja wiem, wy też tak macie, nikt tu nie jest aż tak święty. 

Krzyczenie jest fajne. Szarpanie się jest fajne. Szpikowanie czyjejś skóry własnymi boleściami pomaga. Pomaga też katowanie strun głosowych i przelewanie emocji ostrych na komórki żywe i bycie podłym, to się sprawdza, to się naprawdę sprawdza. Ziejesz sobie płomieniami i jest ci ciepło. Tylko, że potem ogień opada i okazuje się, że spaliłeś wszystko. I nic nie ma. Na szczęście są też metody alternatywne.

Można wypełnić swoje dni przyjemną powtarzalnością. Wiecie, tak się mówi, że zmiany i że odkrywanie, ale czasem, czasem zamiast wyrywać się do wszelkiej świeżości, do nowych smaków, do zapachów, do odczuć i emocji, można stanąć w miejscu i nie rozwijać się wcale. Wrócić do wszystkiego co znane dobrze i co kochane, wrócić do wszystkiego, co się zna na pamięć, co nie wymaga myślenia, co nie sprawia, że napinają się mięśnie, bo chcą i nie chcą wiedzieć co dalej. Można powtarzać kwestie razem z aktorami, można czytać książki co drugie zdanie, przechodzić gry z zamkniętymi oczami, śmiać się i płakać i obawiać tego samego ciągle i ciągle i ciągle, to zawsze jest w porządku.

Można jeść dużo i być później grubym. Można wyjeść z szafy wszystkie czekoladki na czarną godzinę, ja wiem, jestem niedobra, ja wiem, wodzę po złych drogach, ale ktoś tu w internecie musi być diabłem.

Bajkę można obejrzeć, ja tam bardzo lubię, uważam, że film animowany jest jednym z niewielu gatunków uniwersalnych. Jest często cudowną pożywką dla rozumu i dla serca i dla duszy, jest wspaniałym wyważeniem między czymś lekkim, a czymś na poważnie, jest często piękną treścią w pięknej formie. I przeważnie nie jest się na nie ani za młodym ani za starym. Moim wielkim odkryciem roku bieżącego jest W głowie się nie mieści i jeszcze o tym będzie, jeszcze się zbieram, od miesięcy paru, ale zawsze. Jest to typ filmu słodkiego i delikatnego, miłego dla oka, dla serca, miękkiego i puszystego w odbiorze, o przesłaniu niezwykle pięknym, niecodziennym, głębokim – głębokim tak naprawdę, dziś mało co jest w stanie zaoferować nam w tej kwestii coś więcej niż złudzenie optyczne, tak sądzę. Zupełnie poważnie analizowałam go przez dobry miesiąc, polecam każdemu ze względu na morał. Frankenweenie  jest z kolei dziwne, przerażające i kiczowate i czarno-białe i najjedyńsze w swoim rodzaju, absolutnie wyjątkowe. Typowo zabawny, typowo ciepły i typowo bezwysiłkowy jest choćby Megamocny.

Można gadać do siebie. Do lustra. Do ściany. Do odkurzacza. Byle tylko szczerze.

Patrzeć w sufit można. Skupiać wzrok na nierównościach tynku, to nigdy nie jest zbyt wyczerpujące zajęcie, to nie wymaga talentu ani wprawy, po prostu leżysz, po prostu pozwalasz dopasować się mięśniom do powierzchni tapczanu i patrzysz jak świat przed tobą zlewa się w białą, jednolitą masę. Można zamknąć oczy i spać, można nie myśleć nic, nie czuć nic, nie pragnąć niczego, można wręcz przeciwnie, uruchomić wszystkie szare komórki i pozwolić im krążyć w okół siebie bez ładu, składu i granic wyczucia. Można zastygnąć w kamień, to się zawsze sprawdza.

Można się wyłączyć. Warto się wyłączyć. Jutro też możesz być bohaterem. Dziś bądź po prostu przy tym wszystkim porządnym człowiekiem. 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s