Święta.

Za moment.

Kocham ten czas, kocham ponad wszystkie pory roku, okres świąt marketingowych, półki sklepowe ugięte pod nadmiarem złego smaku, wszystko w bałwanki, w choinki, w mikołaje, wszystko o zapachu jabłek z cynamonem, plastikowe drzewka, kicz, tandetę, radości jednomiesięczne, rozpadające się w rękach. Kocham.

Uwielbiam lampki choinkowe i instalacje uliczne w kształcie gwiazd i w kształcie dzwonków, kocham miasta rano i wieczorem, gdy ciemno i gdy sen rozmazuje mi już/jeszcze obraz przed oczami. Tylko te kolory widzę wyraźnie, zwisające z drzew, z budynków, plączące się między sobą, jaskrawe. Słabo zarysowane w ciemności krawędzie obiektów różnych, znikają. Tylko ja jestem. I światełka. I magia.

Ubrałam choinkę, jest obrzydliwa. Obwiesiłam ją wszystkim w każdych ilościach, zrobiłam sobie bazarowe drzewko, opływające przepychem za pięć złotych bez grosza. Kocham na nią patrzeć. I nie potrzebuję świąt z pinteresta.

W tegoroczne święta szlag mnie jasny trafi i wyrwę z głowy wszystkie włosy, bo zamierzam robić pierniczki zupełnie własne, takie z lukrem, w kształcie moich najdzikszych fantazji. I ja wiem, jak to będzie wyglądać, bo to wygląda zawsze mniej więcej podobnie. Bo ja się już nie raz się w kuchni widziałam, palce mi się będą lepić, i ubrania, i włosy, i bałaganu będzie odtąd dotamtąd, nieistotne. Potem zjem prawie wszystkie i będę narzekać, że mnie boli brzuch.

Będę życzyć najlepszego osobom, których nie lubię, bo czemu by nie. Raz w roku można zaszaleć. Raz w roku można zapomnieć. Raz  w roku można zrozumieć, że są rzeczy istotne bardziej niż ludzie nic nie warci.

Mówisz mi, że to wszystko głupie, że sztuczne, że niepotrzebne. Nadmuchane, rozdmuchane, puste w środku, bo przecież to tylko chwila, a świat, tak się składa, świat nigdy nie bywa okazjonalnie mniej zagmatwany. Od choinki jeszcze nikt nie zmądrzał. Za choinkę jeszcze nikt nie wyżył. Kiedy radia grają świąteczne piosenki, ludzie nadal dla ludzi bywają potworami.

A ja robię ciastka.
I zaplątałam się w światełka.
I śpiewam, choć was to boli.
I chłonę, choć już drżę z nadmiaru odczuć.
I jest mi tak ciepło.
Pozwalam sobie na moment nie być przytłoczona światem.

Najweselszych wszystkim!

EDIT: Spaliłam pierniki.

Reklamy

Porozmawiajmy.

Ostatnio robię się zła, gdy tylko otwierasz usta.

Brakuje mi, widzisz, brakuje mi coraz częściej takiego scenariusza, w którym ja bym mówiła, a ty byś mnie słuchał.

Brakuje mi słów nieprzypadkowych, zdań niewymuszonych, rozmów bez przemów i dłoni drżących i intencji czystych i nieliczenia czasu, może jeszcze kilku rzeczy, o których mało kto pamięta. Chciałabym znów rozmawiać tak, jakby mi zależało. Chciałabym pobyć smutna, bo koniec, bo muszę się zbierać, niekoniecznie dlatego, że wokół słowa, wokół hałas, i tylko ja nie mam ani siły, ani ochoty mówić, bo znowu i ciągle czuję się jakby samotna.

Chciałabym odkrywać w Tobie strony istotne, chciałabym móc nie pleść bzdur w kółko i w kółko, mówić o ludziach w kontekście człowieczeństwa, mówić o zdarzeniach niewypranych z emocji, opowiedzieć ci, czasem, być może, o tym co mną od środka targa. A my tylko, tak mi się zdaje, my tylko wypowiadamy znane sobie słowa w wyuczonym porządku, otwieramy usta, trochę, bo nudno, trochę ze strachu, trochę dla przyzwoitości, a potem do widzenia i nic mi nie zostaje. Męczy mnie to zupełnie. Męczy mnie mnie ten szum i ten harmider, męczy, że wszyscy gadają i że nikt nie ma nic do powiedzenia. Chciałabym czasem zająć się czymś, co nie ukradłoby nam czasu. Czymś z uczuciem, bo ja, widzisz, miewam uczucia i śmiem podejrzewać, że Ty również. Chciałabym, nie opadać z sił za każdym razem od udawania, że to wszystko po nic.

Rozmawiajmy.
Rozmawiajmy póki jeszcze potrafimy mówić pełnymi zdaniami.

***

Miałam rozstać się z tym miejscem szybko i definitywnie, ale zdaje się, że chyba przetrwaliśmy.

Kupowanie prezentów pod choinkę – praktyczny poradnik.

Wyłącz top 10 najbardziej uniwersalnych modeli telefonów dla każdego. Nikt z nas nie chce być każdym. Nikt z nas nie jest każdym.

Słuchaj.

Odłącz mózg od internetu. Odłącz mózg od spraw piętrzących ci się za plecami, od być może ważnych, od być może ważniejszych, odłącz go natychmiast i absolutnie. Na moment. Bądź przez chwilę nogami na ziemi. Bądź przez chwilę blisko, nie w pobliżu, nie niedaleko. Patrz w oczy. Chłoń emocje. Nie pozwól ginąć słowom, ruchom, podtekstom. Słuchaj. Skup się. Na uczuciach, które wiszą między wami. Skup się na ciepłych tonach, miękkich myślach, czułych gestach. Skup się na tym, co wiąże, to istotne, to w tym wszystkim podstawowe. Rozmawiaj, nie przemawiaj. Nie wyrzucaj z siebie pustych zdań byle szybko i byle w dobrym tonie, to nie na tym polega, wbrew pozorom nie na tym. Nie wystarczy mówić i nie wystarczy słyszeć. Poświęć trochę uwagi, trochę cierpliwości. Odrobinę czasu. Pomyśl. Przede wszystkim pomyśl.

Dawaj prezent komuś, nie sobie.  Z sympatii, nie z przyzwoitości. Z uczuciem, a nie z łaską. Bądź dla kogoś kimś codziennie, nie raz na jakiś czas. Wtedy prezenty smakują lepiej.

Wtedy trafisz. Wtedy zawsze się trafia.

***

Nie jestem ostatnio w dobrej kondycji jeśli chodzi o pisaniem, co, tak sądzę, widać po tekstach tutaj. Mam w głowie zupełnie pusto. Piszę krócej, bo lubię pisać krócej. I chyba wolę oszczędnie niż wcale. Kocham święta.

Niedomiar.

Sentymentalna jestem. Trochę.

Gromadzę cierpliwie i bez przerwy, gromadzę wszystko. Przedmioty, myśli, informacje zasłyszane. Miejsca, ludzi, emocje, plany podboju świata. Teorie. Marzenia. Mam wokół siebie całe zbiory bzdur w praktyce i w teorii niepotrzebnych do niczego.

Upycham po kątach wszelkie niepotrzebności, gorzkie od tandety, lepkie od kiczu, ciężkie od pustości. Upycham je tak, żeby nie zginęły, a one giną na złość i zwykle nie jest mi przykro nawet na chwilę. Nie przywiązuję się do niech wcale. Po prostu są. Po prostu mają być.

Zbieram ciekawostki i później udaję mądrą, i później opowiadam o nich godzinami, godzinami, a wy nie słuchacie. Pytacie czy mi się chce to wszystko czytać i pamiętać i wiedzieć. A ja nie rozumiem, choć bardzo się staram, nie rozumiem jak można nie być świata ani troszeczkę ciekawym. Ja pożeram go tyle, że aż mnie z przejedzenia boli mózg.

Gromadzę w głowie problemy świata, a potem czuję się od nich ciężka. Szukam rozwiązań i sama się gubię, zapętlam kolejne myśli, zapętlam, zapętlam i w końcu wychodzi z tego nic. A potem próbuję zapomnieć, bo pamiętać nie mam siły.

Kolekcjonuję ludzi, w szczególności zwykłych, w szczególności obcych, przyglądam im się dyskretnie, a potem myślę, potem doszywam historie. Zbieram z ulicy opowieści istniejące wcale lub być może, opowieści o perwersyjnych zakonnicach, o mężczyźnie, który ma sekret, chociaż nie wiem jaki, o starszym panu, co jeździł z kabaretem, ale im się krok przed sukcesem nie udało. Dużo tego. Bo to zawsze magiczne.

Nie przywiązuję się do stylów ani szablonów, nie przywiązuję się do komplementarności. Lubię rzeczy sprzeczne. Ironiczne. Brzydkie. Niewpisane w porządek świata. Lubię chaos naturalny, chaos niewymuszony.

Pozbądź się.
Wyrzuć.
Oczyść swoją przestrzeń
Zapomnij.

Minimalizm. Minimalizm. Minimalizm.
Dajcie wy mi wszyscy święty spokój.

Wpis o niedużej wartości intelektualnej.

Nie było mnie tu kawałek czasu. W zasadzie tak dużych kawałków tu jeszcze nie mieliśmy. Ale znowu piszę i znowu chyba po nic. 

W mojej prywatnej przestrzeni zmieniło się dużo niczego. Zrobiłam kilka niefascynujących rzeczy niewartych uwagi, pochłonęło mnie do absolutności przecieranie szlaków między najdziwniejszymi partiami internetu, a moją lodówką, ja wiem, brzydko, ja wiem – wydajność, organizacja, rozwój. W ostatnim czasie niewydajna jestem, niezorganizowana i nierozwojowa. A ten blog w założeniu nie miał mieć żadnej wartości dydaktycznej. Nie robiłam nic.

Dowiedziałam się kilku ciekawych rzeczy i nikt nie chciał o nich słuchać. Olśniono mnie co zależy od długości strzały i na czym polega paradoks łucznika, a gdy ci o tym mówiłam z ekscytacją w głowie, to mrużyłaś oczy jakbyś przysypiała. Nie było to grzeczne, ale wyjątkowo sugestywne. Kilka razy się wściekłam, kilka razy byłam szczęśliwa bardzo. Mam szczeniaka na kolanach. Postanowiłam przestać czytać książki, bo książki ostatnio są głupie, czekam więc, aż ja będę stara i głupia i wtedy zaczną mi się podobać. Wytrwałam w tym postanowieniu kilka dni, teraz czytam Biblię i zastanawiam się jak tak można zmieniać poglądy z testamentu na testament. Nie, bzdura, poglądy zmienia się przecież czasem z roku na rok.

Świat stał się zaniepokojony, a ja spokojna.

Kolej rzeczy nadal symbolizuje porządek, w jej rytmie babcia wciąż krzyczy na telewizor, wciąż ludzie są skomplikowani i nie wiem co o nich myśleć, wciąż bigos smakuje jak trzeba, to znaczy, że absolutnie doskonale. Ziemia krąży w okół słońca, plotki krążą między sobą, ja krążę w okół dywanu. Myślę o dziwnych rzeczach. Robię dziwne rzeczy. Dobrze mi tu.

Ciągle przerasta mnie czas. Ciągle drażni mnie, że nie potrafię go wytłumaczyć. Zamykam oczy, próbuję skupić się na upływaniu chwili i nagle okazuje się, że mam jej w nadmiarze, nagle okazuje się, że nie potrafię wykończyć minuty, a godzin zaczynam się bać. Przeważnie jednak czas przecieka mi między palcami. Skaczę po dniach tygodnia, aż brakuje mi tchu, miesiące przesuwają się i przesuwają, i przesuwają, a ja mam wrażenie, że spóźniam się na każdym kroku oraz, że ze wszystkim. Brakowało mi tylko tego dzikiego pędu na dworcu kolejowym. I gdy wiatr wiał, a deszcz padał, a ja zupełnie na wyrost i niedorzecznie mówiłam sama sobie, że zamarzam.

Ciągle mam dużo do powiedzenia i niewiele powiedzieć potrafię. Ciągle chciałabym pisać krótsze teksty, żeby później nie zostawiać ich samych sobie. Wciąż chciałabym mówić mądre rzeczy, a potem kończę jak tutaj.

Niedługo Święta.