Wpis o niedużej wartości intelektualnej.

Nie było mnie tu kawałek czasu. W zasadzie tak dużych kawałków tu jeszcze nie mieliśmy. Ale znowu piszę i znowu chyba po nic. 

W mojej prywatnej przestrzeni zmieniło się dużo niczego. Zrobiłam kilka niefascynujących rzeczy niewartych uwagi, pochłonęło mnie do absolutności przecieranie szlaków między najdziwniejszymi partiami internetu, a moją lodówką, ja wiem, brzydko, ja wiem – wydajność, organizacja, rozwój. W ostatnim czasie niewydajna jestem, niezorganizowana i nierozwojowa. A ten blog w założeniu nie miał mieć żadnej wartości dydaktycznej. Nie robiłam nic.

Dowiedziałam się kilku ciekawych rzeczy i nikt nie chciał o nich słuchać. Olśniono mnie co zależy od długości strzały i na czym polega paradoks łucznika, a gdy ci o tym mówiłam z ekscytacją w głowie, to mrużyłaś oczy jakbyś przysypiała. Nie było to grzeczne, ale wyjątkowo sugestywne. Kilka razy się wściekłam, kilka razy byłam szczęśliwa bardzo. Mam szczeniaka na kolanach. Postanowiłam przestać czytać książki, bo książki ostatnio są głupie, czekam więc, aż ja będę stara i głupia i wtedy zaczną mi się podobać. Wytrwałam w tym postanowieniu kilka dni, teraz czytam Biblię i zastanawiam się jak tak można zmieniać poglądy z testamentu na testament. Nie, bzdura, poglądy zmienia się przecież czasem z roku na rok.

Świat stał się zaniepokojony, a ja spokojna.

Kolej rzeczy nadal symbolizuje porządek, w jej rytmie babcia wciąż krzyczy na telewizor, wciąż ludzie są skomplikowani i nie wiem co o nich myśleć, wciąż bigos smakuje jak trzeba, to znaczy, że absolutnie doskonale. Ziemia krąży w okół słońca, plotki krążą między sobą, ja krążę w okół dywanu. Myślę o dziwnych rzeczach. Robię dziwne rzeczy. Dobrze mi tu.

Ciągle przerasta mnie czas. Ciągle drażni mnie, że nie potrafię go wytłumaczyć. Zamykam oczy, próbuję skupić się na upływaniu chwili i nagle okazuje się, że mam jej w nadmiarze, nagle okazuje się, że nie potrafię wykończyć minuty, a godzin zaczynam się bać. Przeważnie jednak czas przecieka mi między palcami. Skaczę po dniach tygodnia, aż brakuje mi tchu, miesiące przesuwają się i przesuwają, i przesuwają, a ja mam wrażenie, że spóźniam się na każdym kroku oraz, że ze wszystkim. Brakowało mi tylko tego dzikiego pędu na dworcu kolejowym. I gdy wiatr wiał, a deszcz padał, a ja zupełnie na wyrost i niedorzecznie mówiłam sama sobie, że zamarzam.

Ciągle mam dużo do powiedzenia i niewiele powiedzieć potrafię. Ciągle chciałabym pisać krótsze teksty, żeby później nie zostawiać ich samych sobie. Wciąż chciałabym mówić mądre rzeczy, a potem kończę jak tutaj.

Niedługo Święta.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s